0

Nagrody z kalendarzy

Ciekawi jesteśmy czy skorzystaliście z kalendarzy adwentowych z konkursami, które Wam poleciliśmy.

A my możemy się pochwalić! Bo wzięliśmy udział w kilku konkursach i wygraliśmy trzy nagrody 🙂

  1. Zestaw małego turysty o atrakcjach Podkarpacia: puzzle, książeczki, kolorowanki

50907005_288993598458978_7108499525777489920_n

2. Od Bobini zestaw bajek na DVD z nosem klauna do kompletu

50589176_358218421668515_3188893065569894400_n.jpg

3. Zestaw ciuchciaków od MjakMama 🙂

50519247_322888881662594_2374078988596281344_n

Wszystko dla M. W tym roku Mikołaj i Gwiazdka, spełnili wszystkie jej marzenia i dorzucili jeszcze niespodzianki konkursowe 🙂

Reklamy
0

Paweł Adamowicz [*]

Tym razem rekordy i sukces WOŚP, nie cieszą. Ani trochę…

candle-2909301_1920.jpg

Dla nas wczorajsza wiadomość o ataku nożownika na Prezydenta Gdańska była szokiem. Dzisiejsza informacja o śmierci – pogrążyła nas w smutku. Nie mieszkaliśmy nigdy w Gdańsku, ale bywamy tam i zawsze czuliśmy się tam jak u siebie. Paweł Adamowicz jako gospodarz tego miasta, był nam bliski.

0

Refleksja. Dla każdego…

Dzisiaj mama M. chciałaby podzielić się z Wami pewną refleksją. Będzie ona dotyczyć mówiąc krótko – doświadczenia.

Kiedy byłam na studiach za cel na te 5 lat obrałam sobie zdobycie doświadczenia zawodowego. Nie chodziło rzecz jasna o to żeby pracować i zarabiać. Nie to było moim priorytetem. Najważniejsza była dla mnie możliwość obcowania z zawodowcami, podglądanie ich w pracy i uczenie się od nich. Nie pracowałam w zawodzie, bo nie miałabym szans pracować z najlepszymi, a taki był mój plan. Dlatego pracowałam jak typowa studentka: jako hostessa lub przedstawiciel handlowy. Z tego miałam pieniądze, a z bezpłatnych prakty i staży – doświadczenie, wiedzę i… znajomości.

connect-20333_1920.jpg

Rodzice i znajomi w pewnym momencie zaczęli mówić mi, że jestem naiwna, że nie powinnam pracować za darmo, że przecież za pracę powinny być pieniądze nawet jeśli praca jest pasją… Ja jednak robiłam swoje. Pod koniec studiów weszłam do zespołu prowadzonego przez eksperta, który tworzył nowy projekt. Pracowałam z nim ponad rok za darmo. Od czasu do czasu dostawałam jakąś nagrodę pieniężną za osiągnięcia w ramach projektu. To, co robiłam było widoczne rynku. Efekt był taki, że zaraz po odebraniu dyplomu magisterskiego, dostałam propozycję pracy w innym miejscu, w moim zawodzie. W miejscu, gdzie ustawia się kolejka ludzi z CV. Ja nie składałam CV – mi pracę zaproponowano. Przyjęłam ją żegnając się z projektem, w którym byłam praktykantką. Pracowałam cztery lata.

Później urodziła się M. Byłam na urlopie macierzynskim, przeprowadziłam się do innego miasta, odeszłam z dotychczasowej pracy i wtedy… Odezwała się do mnie znajoma, którą poznałam pracując przy poprzednim projekcie. Zaproponowała mi bardzo dobrze płatną pracę zdalną z domu. Przyjęłam ją, bo okazało się, że godząc pracę z wychowywaniem dziecka, mam szansę dobrze zarobić! Spełniałam się, realizowałam, byłam zadowolona.

W końcu dostałam pracę stacjonarną. Nowa praca, nowe wyzwania, ale nadal „dorabiałam” sobie współpracując ze znajomą na zasadzie dodatkowych zleceń. Później ona zmieniła pracę, więc zostałam tylko z pracą stacjonarną, ale nie na długo, bo odezwała się do mnie z nowej firmy, z nową propozycją pracy zdalnej. Musiałam przejść szkolenie, nabyłam nową umiejętność, miałam okazję rozwinąć się i współpracujemy. Mam satysfakcję i pieniądze.

Niedawno też odezwał się znajomy – ekspert od projektu, w którym byłam pod koniec studiów, zanim zaczęłam pierwszą zawodową pracę. Wtedy pracując z nim nic nie zarabiałam. Teraz dostałam dobrą stawkę za pracę zdalną, z domu, którą mogę nadal spokojnie godzić z pracą, wychowaniem dziecka, mężem oraz współpracą ze znajomą.

 

Po co Wam to piszę? Bo właśnie sobie uświadomiłam, że moja studencka „naiwność” właśnie zaczęła procentować. Doświadczenie i znajomości, które zdobyłam, teraz zaczynają owocować i przynosić korzyści finansowe. Chciałabym z tym przekazem trafić do rodziców studentów, nastolatków z pasją i do nich samych. Pracujcie na swój sukces od początku swojej ścieżki zawodowej, czyli od studiów. A Wy rodzice, nie podcinajcie dzieciom skrzydeł oceniając ich zaangażowanie i chęci, jako naiwność. Pieniądze to nie wszystko. Pieniądze przyjdą z czasem.

adventure-1807524_1920.jpg

0

Maść majerankowa

Tak, maść majerankowa. Znacie ten specyfik?

My poznaliśmy tą maść jak urodziła się M. Miała prawie pół roku jak dostała pierwszy raz kataru i wtedy znajoma nam powiedziała o tej maści. Poleciła nam ją do smarowania pod nos. I tak ją stosowaliśmy, a jak mówiliśmy o tym pediatrze, to lekarz machał ręką z uśmiechem na twarzy dając nam do zrozumienia, że to nic nie daje…

ALE! Po weekendzie powątpiewamy w wątpliwości lekarzy. W sobotę rano poszliśmy na sanki, bo sypnęło porządnie śniegiem. Po południu mama M. zaczęła kichać, a z nią M. W nocy pojawił się katar, a w niedzielę we dwie zużyły całe opakowanie chusteczek – 150 sztuk. To była bardzo ciężka niedziela, ale poza inhalacjami i herbatą z lipy z miodem i cytryną lub sokiem malinowym oraz herbatką z rumianku, nic nie brały. Do wieczora. Wieczorem była gorąca kąpiel stóp w wodzie z solą, a przed snem… Mama M. przypomniała sobie o maści majerankowej… W ciągu dnia była używana dwa razy pod nos.

Użyła ją u siebie i u M. pod nosem, po bokach nosa i na zatoki robiąc przy okazji masaż, który rozgrzał skórę. Obie przespały noc bez kataru, a rano w zasadzie katar zniknął!

Inhalacje przy katarze stosuje się u nas zawsze. Katar trwa minimum 7 dni. herbatki ziołowe z dodatkami zawsze stosujemy. Na efekty leczenia ziołowego czekamy 2-3 dni albo sięgamy po leki… Gorąca kąpiel z solą? Też praktykowaliśmy już wcześniej bez natychmiastowych efektów, ale maść mama M. w ten sposób użyła pierwszy raz i katar zniknął po jednym dniu.

Przypadek? Możliwe, ale nigdy w naszym domu katar nie trwał jeden dzień 🙂 Dlatego my będziemy polecać maść majerankową na katar z czystym sumieniem i przekonaniem, że to cudowny lek na sprawy nosowe 🙂 Ale nie tylko pod nos! Od dziś smarujemy też zatoki i boki nosa do rozgrzania skóry.

Bądźcie zdrowi! 🙂

cold-1972619_1920.jpg

0

Nowa dieta dla mnie

Słuchajcie! Wymyśliłam 🙂

Nie wyobrażam sobie wielu dni pod rząd jedząc wyłącznie warzywa bez ziemniaków i fasoli oraz jabłka, cytrynę i kiwi. To jednak nie dla mnie. I doskonale pokazały to te trzy dni. Jednak nie chcę zupełnie odbierać sobie szansy na uzdrowienie poprzez zmianę sposobu żywienia.

vegetable-juices-1725835_1920.jpg

Poczytałam trochę o poście dr Ewy Dąbrowskiej i okazało się, że wersja 7-42 dni maksymalnie 2 razy do roku z półroczną przerwą to tylko jedna z opcji! A jest ich wiele. Można np. robić post przez 1-2 dni co tydzień przez rok. I dla mnie to jest idealna opcja!

Postanowiłam, że będę pościć każdego tygodnia jeden lub dwa dni. W pozostałe dni będę jeść wszystkie warzywa i owoce, jajka, ryby (tzn dorsza, bo tylko ten mi smakuje) i nieco nabiału oraz ciemne pieczywo. Raz w miesiącu pozwolę sobie na mięso z indyka, makaron i ryż. Choć te będę starała się wybierać raczej ciemne niż jasne. Znajdę też w kalendarzu dni na „rozpustę”, czyli odrobinę słodkości w menu – domowe ciasteczka zbożowe czy sernik.

Postu ciągłego, długotrwałego spróbuję za kilka miesięcy jak będą świeże warzywa i owoce oraz SŁOŃCE! Ot, takie mam postanowienie 🙂

0

Nowy rok, nowa ja?

Zaczął się ten 2019 rok. Mama M. dzisiaj o sobie i swoich postanowieniach – słów kilka. A właściwie to o postanowieniu.

Od kilku lat mam problemy hormonalne. Do tej pory radziłam sobie krótkimi kuracjami hormonalnymi i ziołami na co dzień. Wraz z nowym rokiem postanowiłam leczyć się zmianą diety. 1 stycznia zaczęłam post dr Dąbrowskiej.

vegetable-skewer-3317060_1920.jpg

Mówiąc najprościej polega on na tym, aby przez 7-42 dni jeść tylko warzywa i niektóre owoce dostarczając organizmowi 600 kcal dziennie. Pierwszy dzień minął mi całkiem dobrze i znośnie, bo byliśmy w domu. Na śniadanie zjadłam sałatkę grecką bez fety i oliwek, na drugie śniadanie koktajl z jarmużu, szpinaku, kiwi i kilku jagód – na wodzie, na obiad barszcz czerwony, a na podwieczorek jabłko. Piłam mieszkankę ziół i pokrzywę. Herbatę i kawę odstawiłam zgodnie z zaleceniami.

Drugiego dnia na śniadanie wypiłam koktajl na wodzie jak dnia poprzedniego. Do pracy wzięłam sałatkę grecką tak jak poprzedniego dnia i jabłko. Na obiad skończyłam wczorajszy barszcz, a na wieczór zjadłam jabłko. Od południa lekko bolała mnie głowa i czułam się osłabiona, o 18.00 zasypiałam już na siedząco…

Trzeciego dnia, czyli dziś. Na śniadanie dojadłam barszcz. Do pracy wzięłam jabłko i sałatkę, a na obiad zrobiłam sobie duszoną kapustę z ziołami. Od rana bardzo bolała mnie głowa, byłam śpiącą, spowolniona i nawet jak siedziałam miałam wrażenie, że zemdleję… Robiło mi się słabo. Nie chciałam brać leków, bo nie są zalecane. Ciepła mięta nie pomogła, jabłko i sałatka nie pomogły, butelka wody nie pomogła. W końcu wzięłam tabletkę na ból głowy. Później pożyczyłam banana z naszej socjalnej kuchni – jest zakazany na poście, ale wiem, że szybko stawia na nogi – bojąc się, że zaraz padnę na oczach wszystkich, bo było już bardzo słabo i źle ze mną. A musiałam jeszcze mieć siłę, aby odebrać M. z przedszkola i zająć się nią do 22.00, bo dopiero wtedy tato M. wraca z pracy…

eat-547511_1920.jpg

Trochę dodało mi to sił. Na tyle żeby dotrwać do 15.00 i odebrać M. z przedszkola. Po powrocie do domu bojąc się o to co ze mną się dzieje, do kapusty dodałam sobie ziemniaki – zabronione na poście ze względu na zawartość skrobi. Zjadłam kostkę czekolady, a M. dokarmiła mnie kawałkiem kotleta z indyka. I w końcu poczułam się dobrze…

Po obiedzie, kiedy M. oglądała bajkę, przemyślałam sobie poprzednie dwa dni. Co poszło nie tak?! Wyliczyłam, że nie jadłam 600 kcal dziennie tylko mniej – pewnie ok. 400 kcal. Gdybym leżała te dni w domu to pewnie byłoby ze mną lepiej, ale dla pracującej osoby to zdecydowanie za mało. Doszłam do wniosku też, że brakowało mi świeżych soków z warzyw, a tych nie mam jak robić w domu, bo nasza sokowirówka gdzieś przepadła… A poza tym zima to nie jest najlepszy czas, by zaczynać…

Myślę teraz nad inną opcją zmiany diety.

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z postem dr Dąbrowskiej?

0

Zbliżają się święta

Nie da się ukryć. Święta już za pasem! A jak święta to i prezenty, które pojawiają się zarówno w domach katolickich jak i u osób niewierzących. Dlatego pytamy Was – czy Wy macie już gotowe prezenty?

Jeśli nie to jest to ostatnia chwila żeby coś z tym zrobić. Chcemy Wam w tym pomóc naszymi poradami, które znajdziecie tu:

U nas Mikołaj dla M. był szczodry 🙂 W listopadzie M. przeglądała gazetki z promocjami dla dzieci i zaznaczyła co chciałaby dostać od Mikołaja. Spisaliśmy to i przekazaliśmy tą listę „mikołajom” z rodziny. Dzięki temu M. dostała zestaw klocków Lego DUPLO z policjantem i złodziejem, kasę ze świnką Peppą, gitarę, pościel z Małymi Kucykami, zestaw książeczek edukacyjnych z Psim Patrolem i jeszcze kilka rzeczy spoza jej listy.

Na gwiazdkę, czy jak mówi – drugiego Mikołaja, dostanie drugi zestaw DUPLO – tym razem z samolotem. Będzie też drewniany blender, zestaw Shimmer & Shine i zestaw samochodzików „Autka”. Mamy przecieki, że będzie też coś spoza listy.

No i generalnie dla dzieci od 3 roku życia właśnie taki system wybierania i kupowania prezentów Wam polecamy.

Ale na gwiazdkę prezenty dostają nie tylko dzieci. Prawda? I w zasadzie to jest największy problem.

My w tym roku postawiliśmy na personalizowane kalendarze dla dziadków, pradziadków i chrzestnych. Vouchery na baseny mineralne dla rodziców naszych, a dla reszty fajne planszówki towarzyskie i puzzle. Oczywiście będą też słodycze 🙂

Wszystko mamy już skompletowane. Część już nawet jest spakowana.

christmas-2618269_1920.jpg

0

Mamie nie wolno?! Mama musi!?

Ostatnio znowu mieliśmy przerwę, ale wracam do Was z tematem „mamusiowym” jako mama.

Dość mocno oburzył mnie ostatnio jakiś mem w internecie. Jeden z dziesiątek albo setek obok tysięcy wspisów mam o tym jak to ciężko być mamą… Że mama to nawet chorować nie ma prawa, bo nawet jak jest chora to musi zrobić wszystko, a jak tato jest chory, to trzeba wszystko zrobić za niego. I w końcu nie wytrzymałam…

Zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak, czy z tymi kobietami, mamami, które takie rzeczy piszą w internecie i uznają to za rzecz normalną…

 

Moim zdaniem to gruba przesada i mamy są same sobie winne.  Bo:

 

  1. jak mama jest chora to dziecko wcale nie musi iść do przedszkola – może zostać przecież w domu. Ewentualnie może je zaprowadzić i odebrać tato lub ktoś inny z rodziny

 

  1. chora mama wcale nie musi gotować obiadu – może to zrobić tato np. po pracy zrobić coś na dwa, trzy dni albo można zamówić coś gotowego. Jak zje się nie domowe jedzenie dwa, trzy razy pod rząd to się nic nie stanie

 

  1. chora mama wcale nie musi robić prania, prasować ani sprzątać. To może poczekać i świat się nie skończy, a rodzina nadal będzie miała co na siebie włożyć

 

  1. chorej mamie tato może przynieść do łóżka ciepłą herbatę i leki

 

  1. chora mama nie musi zrobić zakupów. Są smsy, kartki i długopisy. Może zrobić listę zakupów dla męża, partnera, mamy, taty, siostry, brata, przyjaciółki, dobrej sąsiadki i poprosić i pomoc

 

 

Tylko, że chore mamy same robią wszystko to czego nie muszą, bo TAKĄ MAJĄ AMBICJĘ. Chcą pokazać, że są niezbędne i niezastąpione. „Kto jak nie ja?!”

 

I to jest słuchajcie błąd!!!

 

Ja jak choruje tak, że nie mogę normalnie pracować i zostaje w domu, to CHORUJĘ, a nie udaję supermenkę. Kropka. I nie mam z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia. Nie czuję się z tym źle, bo wiem, że dbając o swoje zdrowie czy powrót do zdrowia, dbam o swoją rodzinę.

Podobnie jest zresztą z wieloma innymi kwestiami. Słabo mi się robi kiedy czytam kolejne mity i legendy o tym, że matka może pomarzyć o ciepłej kawie czy herbacie albo o prysznicu. SERIO? 

Dla mnie to takie niezrozumiałe. Kwestia organizacji. Ja żeby zjeść spokojnie śniadanie i wypić ciepłą herbatę, a wcześniej poćwiczyć (tak, poćwiczyć codziennie rano w spokoju i ciuszy!!!!) budzę się godzinę przed dzieckiem. I nigdy nie narzekałam na brak czasu dla siebie  Że nie wysypiam się? Wysypiam. Chodzę spać godzinę, maks dwie po córce, czyli do 23.00, bo lubię spać i zarwane noce zdarzają mi się niezwykle rzadko (nawet kiedy M. miała kilka dni, tygodni, miesięcy – przecież dziecko ma też tatę … ).

Bez wyrzutów sumienia zostawiałam córkę od niemowlęctwa z mężem albo rodziną żeby pójść na zakupy, na aerobik, rower czy saunę. Nie pojmuję dlaczego kobiety na własne życzenie robią z siebie niewolnice – domu, dzieci, mężów… Po co? Dlaczego?

 

mom-1403724_1920.jpg

 

 

0

Konkursowe kalendarze adwentowe

Tak jak rok temu wyszukaliśmy z myślą o Was konkursowe kalendarze adwentowe. My się już bawimy i Was do zabawy zapraszamy!

Powodzenia! A jak coś wygracie to dajcie nam znać. Nam w poprzednich latach udawało się np. wycieczka do Szwecji, koń na biegunach dla Milenki, miś, kosmetyki, bony podarunkowe i drobne gadżety. Warto próbować każdego dnia 🙂

0

Tylko dla dorosłych

Będzie o Mikołaju i prezentach, dlatego temat tylko dla dorosłych 😉

Już za trzy dni wszystkie domy na świecie odwiedzi ten brzuchaty, sympatyczny brodacz w czerwonym wdzianku. Dlatego pytamy, tak z czystej ciekawości, czy już gotowi jesteście na to spotkanie?

My podwójnie tak 🙂

W przedszkolu prezenty dla dzieciaków już spakowaliśmy. Zrobiliśmy to po pasowaniu. Kiedy dzieci jadły obiad, my poszliśmy do magazynu przedszkola w piwnicy i tam grupowo spakowaliśmy prezenty, które wcześniej zamówiliśmy. Poszliśmy na łatwiznę w sumie, ale wszyscy będą zadowoleni z tego. Na dziecko wydaliśmy łącznie 26 zł. Za te pieniądze każdemu dziecku kupiliśmy jajko niespodziankę i zamówiliśmy zestaw prezentów za 24 zł. Firma przysłała nam do złożenia bardzo solidne, fajne pudełka i wkład do nich: kolorowanka, puzzle, szablony i przekładanka. Wszystko bardzo ładnie wydane. Dzieciaki z pewnością z tego prezentu ucieszą się i skorzystają z niego niejednokrotnie. Nudzić się nie będę, a przy okazji zabawy czegoś się nauczą.

43035545_2009041369161828_622218539306057728_n.jpg

Także jakbyście kiedyś szukali pomysłu na prezent dla dziecka, to możemy polecić Wam Bajkę z Krakowa  🙂

Taki prezent na naszą M. i jej kolegów oraz koleżanki czeka w przedszkolu (mamy nadzieję, że w czwartek będzie w stanie pójść do przedszkola na spotkanie z Mikołajem).

A w domu… Do domu Mikołaj przyniesie M. wyczekiwaną od dobrych czterech miesięcy gitarę! Przez chwilę rozważaliśmy ukulele, ale w końcu kupiliśmy drewnianą gitarę do nauki gry dla dzieci od 3 roku życia. Oprócz tego dostanie jeszcze nowy zestaw klocków lego DUPLO – z policjantem i złodziejem (taki chciała…), ciepłą pidżamę z Myszką Miki, ręcznik z Psim Patrolem i zestaw kolorowanek edukacyjnych. A do tego czekoladowy kalendarz adwentowy.

Podobno ma przyjść do niej jeszcze mikołajkowa paczka od dziadków, ale co w niej będzie? Tego nie wiemy 😉

Ale Mikołaj przyjdzie nie tylko do M. … Tata dostanie książkę, a mama – sukienkę.

A u Was? Prezenty już gotowe? Zapakowane?

0

Pasowanie na przedszkolaka

Skoro już siedzimy w domu na przymusowym urlopie wypoczynkowym z powodu choroby (na szczęście jeszcze nam go trochę zostało i nawet na przerwę świąteczno-noworoczną zostanie), to napiszemy co tam u nas się działo.

Oczywiście zapracowani byliśmy. Dlatego nie było nas tu, bo zwyczajnie brakowało czasu i siły na pisanie. A mamy w sumie czym pochwalić się, bo nasza M. w czwartek 29 listopada została pełnoprawnym przedszkolakiem!

Mieliśmy pasowanie na przedszkolaka. Byliśmy na nim całą trójką. Mama M. robiła zdjęcia, tata nagrywał filmy z występów i ceremonii pasowania 🙂 Pamiątka tak doniosłego wydarzenia musiała być. Jako rodzice składaliśmy w czasie tej uroczystości ślubowanie.

47081238_2231459680472854_6591417735723352064_n.jpg

Nasza M. została wybrana jako jedna z trójki dzieci do zaszczytnego powitania gości przygotowanym wcześniej wierszykiem! Jesteśmy dumni. Cudownie prezentowała się z dzieciakami śpiewając piosenki, tańcząc, mówiąc grupowe „Mam trzy latka”. A do tego taka odważna i pilna była. Z uwagą pilnowała swojego miejsca w szeregu, z dumą odebrała dyplom po przyjęciu kredki na ramię 😉 Nawet nie próbowała w czasie występu uciekać do nas. Pięknie się kłaniała i słuchała tego co mówią nauczycielki. Byliśmy mocno zaskoczeni tak poważną postawą naszej córki. Ale widać było, że wzięła sobie ten występ i dzień do serca. Bardzo zależało jej na tym żeby dobrze wypaść. W sumie to od dawna pytała kiedy będzie mogła na scenie występować i w końcu miała okazję pokazać się przed publicznością.

W pasowanie mieliśmy też swój wkład, a dokładnie mama M. jako jedna z trójki. Przygotowaliśmy babeczki dla dzieci z okazji pasowania, a druga mama z trójki ozdobiła je robiąc z nich biedronki 🙂 Bo nasze dzieciaki są w grupie biedronek.

47007540_199566780979672_8635812650971824128_n

Mieliśmy też  tort zamówiony w cukierni. A po powrocie do domu M. dostała od nas niezwykły i pyszny… Bukiet z żelek! 🙂

47281625_1183978611740875_2056266788970168320_n.jpg

A Wy też już po pasowaniu? Jak je wspominacie? A może jeszcze czekacie?

0

Epidemia

Tak, epidemia. U nas. W naszym domu. Ma to swoje dobre strony, bo po ponad dwóch tygodniach jest czas i okazja żeby coś napisać 😉

Co nam jest? Sami nie wiemy. Gardłowe sprawy. M. od trzech tygodni ma katar, który znika i pojawia się. Przypuszczamy, że to alergiczne, ale teraz kiedy my co prawda bez kataru, ale za to z bolącymi gardłami i głowami – M. do kataru doszedł kaszel. Na szczęście wszystko mamy pod kontrolą.

A mieliśmy niezły plan na ten weekend. To miał być weekend w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą i wypad do Bałtowa na otwarcie wioski św. Mikołaja. Nie udało się. Cóż… Choroba może i obiektów nie wybiera, ale wybiera za to terminy. I to te najmniej odpowiednie.

A jak u Was? Trzymacie się jakoś? 

0

Mój sernik bez ciasta

Podzielę się dzisiaj z Wami moim ulubionym przepisem na sernik, który ostatnio bardzo często u nas gości 🙂

46126336_1942914729117974_2676010563825303552_n.jpg

Składniki

– 6 jajek
– 1 kg sera białego (najlepiej zmielony na sernik – NATURALNY)
– 2 budynie waniliowe i 1 śmietankowy
– 1,5 szklanki cukru krytszał
– 2 łyżki kaszy manny

Sposób przygotowania:

  • Oddzielamy białka i żółtka. Do żółtek dodajemy cukier i miksujemy na gładką masę.
  • Dodajemy do niej ser, a następnie budynie w proszku i kaszę. Miksujemy do uzyskania gładkiej masy.
  • Do białek dodajmy odrobinę soli i miksujemy je na sztywną pianę. Dodajemy ją do poprzednio zrobionej masy.
  • Masę przelewamy do tortownicy (24-26 cm). Wstawiamy do piekarnika nastawionego na 170 st C. na 30 minut. Później w 150 st. C pieczemy koljne 45 minut.
  • Po zakończeniu pieczenia uchylamy piekarnik i zostawiamy w nim sernik do wystygnięcia.

Na czas pieczenia do piekarnika warto wstawić pod tortownicę naczynie z ciepłą wodą.
Sernik można polać na koniec polewą czekoladową, udekorować owocami lub dodać do niego np. rodzynki, orzechy. Ja robię czysty sernik, bo taki lubię najbardziej. Dodaję czasami masę czekoladową na wierzch.
UWAGA!!! Nie używać do tego serów smakowych np. waniliowego. Nie wychodzi 🙂

0

A jednak…

A jednak… Dopadła nas. Jakaś infekcja. Na szczęście nic ciężkiego, ale za to niezbyt przyjemnego.

M. ma wirusowe zapalenie jamy ustnej. Kilka aft na łuku podniebiennym i różnych częściach buzi, jedną na języku. Nie jest to zbyt przyjemne, ale na szczęście można jej pomóc podając syrop przeciwbólowy. Do tego dwa różne „psikadła” na gardło i afty, niezbyt smaczna nystatyna i żel na afty aplikowany miejscowo.

Szczęśliwie nie jest to dla M. zbyt uciążliwe. Mimo to została w domu, bo wirus nie wirus – osłabia organizm, więc wolimy zostawić ją w domu, wziąć wolne na zmianę i sprowadzić babcie zza dwóch województw, niż narażać na jakąś gorszą chorobę.

U nas zaczęło się od czerwonych kropeczek na podniebieniu. Dlatego jeśli zobaczycie takie żywo czerwone kropeczki u dzieci na podniebieniu to nie zwlekajcie. Szybko włączajcie preparaty przeciwzapalne i przeciwwirusowe, bo jeśli się zbyt długo zwleka to potrafi się to rozbujać niesamowicie… Nasza kuzynka ostatnio zaniedbała sobie coś podobnego i w końcu skończyła z bardzo poważną infekcją, którą musiała leczyć antybiotykami.

Zdrowia dla Was!

virus-1812092_1920.jpg

0

„Mam trzy latka…”

Ja. Mama M. Jestem w szoku!

Moja córka, przyniosła zadanie domowe z przedszkola….

Ma, a właściwie miała – nauczyć się wierszyka na pamięć.

„Mam trzy latka, trzy i pół…” – tak tego właśnie.

Na początku wydawało mi się to niemożliwe. Po pierwsze powiedziała, że będzie uczyć się w przedszkolu, a nie w domu. Po drugie, nie chciała współpracować. Po trzecie… Nie wierzyliśmy, że to się może udać 😉

Ostatecznie udało się! A nauka całego wierszyka zajęła nam dwa dni. Oczywiście nie całe dwa dni. Pierwszego dnia nauczyła się połowy, a drugiego reszty. No i śmiga. Gotowa choćby na pasowanie na przedszkolaka. I nie mogę się już tego doczekać 🙂

child-2293839_1920

0

Rekomenduj.to : Somat Gold!

Dawno nic nie testowaliśmy. I tak się składa, że właśnie mamy okazję. Z powodu małej ilości czasu nie angazujemy się już tak bardzo jak wcześniej w testy, ale akurat TEN test pomaga nam znaleźć kilka wolnych chwil. Dlaczego?

Dzięki serwisowi Rekomenduj.to  sprawdzamy nowe tabletki Somat Gold do zmywarki. Uwielbiamy to urządzenie! Dzięki niemu codzienne zmywanie ograniczamy do mycia noży i kubków. Reszta zmywa się sama 🙂 A pomagają w tym taletki lub kapsułki, które działają równie dobrze jak płyn do mycia naczyń, a nawet lepiej.

Do tej pory kupowaliśmy różne produkty. Zwykle te, które były akurat w promocji. Ale pierwszy raz mamy okazję odkryć #efektsomat !

Gorąco Wam polecamy. Tabletki Somat Gold są niezawodne – czyszczą nawet mocno zabrudzone i zaschnięte naczynia. Szkło jest błyszczące i bez zacieków (podobnie jak sztućce 🙂 ). A do tego są to tabletki, których nie trzeba rozpakowywać – są spakowane w rozpuszczalną folię, więc wystarczy wyjąć jedną z opakowania, wsadzić do zmywarki i gotowe.

Somat Gold to idealny środek dla programów działających w 40 stopniach C lub więcej. Nie tylko czyści naczynia, ale usuwa też plamy, pełni funkcję nabłyszczacza i soli, przyspiesza efekt suszenia, a do tego chroni zmywarkę!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

0

Przedszkolne uroczystości

A jak to jest u Was w przedszkolach? Jesteśmy ciekawi.

O Dniu Przedszkolaka pisaliśmy już wcześniej. Po 20 września był jeszcze Dzień Chłopaka. Obchodziliście go?

Mama M. jako przewodnicząca trójki zorganizowała zbiórkę pieniędzy i kupiła dla wszystkich chłopców resoraki. Dziewczynki (żebym im smutno nie było, bo to tylko 3-latki!) dostały tego dnia lizaki. I wszyscy byli szczęśliwi, a nasza M. była dumna, bo to ona pomagała wybierać prezenty 🙂

Później, całkiem niedawno zresztą był Dzień Edukacji Narodowej. W naszym przedszkolu była to impreza wewnętrzna dla emerytowanych i aktualnych pracowników. Odbyła się w czasie zajęć między śniadaniem a obiadem. My uczestniczyliśmy w niej z racji tego, że Rada Rodzicielska przedszkola kupiła dla wszystkich nauczycieli kwiaty i pyszny tort. Musieliśmy je przekazać. Poza tym trzeba było też uwieczni występy dzieciaków, aby pochwalić się rodzinie i pokazać pozostałym rodzicom. Przecież każdy chciałby zobaczyć swojego malucha w akcji! A nasze były przesłodkie. Cudowne biedronki skaczące, tańczące, machające.

Nie możemy się doczekać kolejnych uroczystości i występów!

11884960_508295992679268_4931199909823195855_o

0

Odporność przedszkolaka

Nie ma nas. Głucho tu. Cicho. Hula wiatr!

Ciężko znaleźć nam czas na pisanie. Żyjemy w biegu. Obowiązków wciąż przybywa. Ale wydaje się, że teraz będzie nico spokojniej. Korzystając z wolne chwili chcieliśmy Wam napisać krótko o odporności naszej M.

Rok temu kiedy poszła do żłobka, rozchorowała się po 3 dniach wśród dzieci. Po tej infekcji kaszlała przez kolejnych sześć miesięcy łapiąc kolejne infekcje średnio dwa razy w miesiącu. Próbowaliśmy chyba wszystkiego by podnieść jej odporność. Był sok z czarnego bzu i aronii. Była cytryna, probiotyki wszelkiej maści, uodparniające specyfiki z apteki…. A ona jak chorowała, tak chorowała. Do połowy maja. I od ostatniej majowej infekcji mamy spokój. W czerwcu prawie nie chodziła do żłobka. Była może 10 dni w sumie. Mogliśmy sobie na to pozwolić. Lipiec i sierpień miała wakacje. Spędziła je z nami i dziadkami.

We wrześniu poszła do przedszkola. Zapomnieliśmy o uodpornianiu. Mieliśmy w planach szczepionkę na odporność, ale wypadło nam to z głowy. Postawiliśmy na witaminę D i Actimela… Od czasu do czasu dajemy jej witaminę C1000 – połowę jednorazowo i zamiast herbaty pije rumianek z plastrem cytryny i łyżką miodu. Dzieciaki w grupie u M. i innych grupach chorują jak szalone od pierwszego tygodnia. M. póki co zdrowa 🙂

11884960_508295992679268_4931199909823195855_o