0

Czosnkowy prezent

Ostatnio kulinarnie u nas było, więc kontynuujemy ten wątek 🙂

A jest ku temu powód. Dostaliśmy kolejną paczkę od Winiar, a w niej…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Taka niespodzianka. Przedstawiamy Wam nasz nowy nabytek i totalną nowość w naszej kuchni, bo do tej pory nie stosowaliśmy, nie używaliśmy go. A poniżej kilka słów na temat sosu, pod którymi podpisujemy się bez wahania!

36963543_1887993497933283_5183015410093522944_n

Reklamy
0

Słodka nagroda

Jak już wiecie, jesteśmy ambasadorami Werther’s Original. W ramach kampanii Rekomenduj.to wzięliśmy udział w konkursie fotograficznym. Dzisiaj chcielibyśmy pochwalić się tym co wygraliśmy w nim 🙂

Będzie krótko. W paczce, która do nas dopiero co dotarła była masa cukierków i przepięknie pachnąca świeczka!

Dziękujemy 🙂

1

Mamy dla Was pozytywkę!

Tak, udało nam się wejść do grona 15 blogów, które we współpracy z Blogosfera Canpol Babies, organizują konkurs. A w nim… Do wygrania jest niezwykły zestaw! Po pierwsze pluszowa pozytywka! Po drugie smoczek! Po trzecie gryzak! A po czwarte… Niespodzianka 😉

36281522_954608111381385_9091933706746068992_o

Co zrobić żeby wziąć udział w naszym konkursie i wygrać ten sympatyczny zestaw?

  • Wyślij nam na maila: blogmatadzie@gmail.comzdjęcie śpiącego bobasa, który chciałby zasypiać przy takiej pozytywce
  • Będzie nam miło jeśli polubisz naszfanpage na FB i udostępnisz post konkursowy na swojej tablicy. Chętnie zobaczymy też jak zapraszasz w komentarzach pod tym postem swoich znajomych do zabawy
  • Termin nadsyłania prac mija: 01.08.2018 r. o północy. Laureata wyłonimy w ciągu 14 dni od zakończenia konkursu
  • Udział w zabawie mogą wziąć osoby zamieszkałe na terytorium Polski.

 

No to… POWODZENIA! Teraz my trzymamy kciuki za Was 🙂

logo1

0

Naleśniki kakowe z jagodami

Lubicie naleśniki???

My też!!!

Ostatnio postanowiliśmy wykorzystać do nich jagody i mama M. zaszalała z zawartością szafki kuchennej.

Do standardowego ciasta z:

  • szklanki mleka
  • około szklanki mąki pszennej
  • łyżeczki cukru
  • jajka
  • odrobiny wody gazowanej

Dodajemy ok. 3 łyżki gorzkiego kakao.

Mieszamy żeby nie było grudek. A następnie naleśniki smażymy na nagrzanej patelni z odrobiną oleju np. słonecznikowego.Czekamy aż trochę wystygną.

W międzyczasie przygotowujemy nadzienie, do którego potrzebne są:

  • kostka sera białego półtłustego
  • 4 łyżki śmietany 18% lub 12% – może być też jogurt naturalny
  • łyżeczka cukru
  • 0,5 opakowania cukru waniliowego
  • jagody

Ser, śmietanę i cukry mieszamy ze sobą, a następnie wsypujemy do tego jagody i dalej mieszkamy widelcem rozdrabniając owoce. Ser robi się fioletowy. Część jagód warto zostawić w nim w całości.

Masą smarujemy naleśniki i składamy. Na koniec posypujemy cukrem pudrem. Można je podawać z owocami na wierzchu dodatkowo lub z sosem, dżemem albo bitą śmietaną. Jak kto lubi.

Warto podkreślić, że naleśniki z jagodowym serem nie „zapychają” tak bardzo jak te z samym twarogiem.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

0

Ciasto owocowe na maślance

Żeby nie było tu zbyt cicho i pusto wpadamy na chwilę z przepisem, który ostatnio mama M. wypróbowała w naszej kuchni.

Owocowe ciasto ucierane na maślance

SKŁADNIKI:

  • 4 jajka
  • 2,5 szklanki mąki
  • szklanka maślanki (może być naturalna lub owocowa – my wybraliśmy truskawkową)
  • szklanka cukru
  • opakowaniecukru waniliowego
  • 1/2 szklanki oleju (np. słonecznikowy)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

JAK TO ZROBIĆ?

Cukier, cukier waniliowy i jajka zmiksować na puszystą masę. Dodać maślankę i olej. Mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia i powoli dodawać łyżką do ciasta mieszając. Ciasto wylać na posmarowaną masłem i posypaną bułką tartą blachę (25/40cm). Rozłożyć umyte i osuszone jagody, maliny, truskawki (co kto chce) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 45 minut.

Wystudzone ciasto posypać cukrem pudrem i gotowe 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

0

Przekleństwa u przedszkolaka

Mamy dla Was taką… Zagwozdkę.

Co zrobić, jak zachować się kiedy przedszkolak przeklina? Czy wyrażacie się wulgarnie przy swoich dzieciach? My nie. Mama M. nie ma z tym zupełnie problemu, bo… Nie potrafi przeklinać kompletnie. A jak musi, bo czuje, że się udusi to najwyżej krzyknie: „cholera”, „kurde” lub „kurcze”. Koniec słownika wulgaryzmów mamy M.

Tacie czasami zdarza się użyć czegoś mocniejszego ze słownika wulgaryzmów, ale nie przy córce. Mimo to, nasza M. ostatnio przyniosła do domu „k… m..ć”! Myśleliśmy, że przesłyszeliśmy się kiedy powiedziała to w zdaniu: „(…) uderzyła mnie lalka” … Zapytaliśmy ją co powiedziała. Powtórzyła i zapytaliśmy ją skąd to zna. Bez wahania odpowiedziała, że kolega w żłobku tak mówi.

Ręce nam opadły. 3-letnie dziecko… Rozpoczęliśmy rozmowę o tym, że to brzydko, że tak nie wolno mówić. Speszyła się. Powiedziała, że rozumie i nie chce już o tym rozmawiać. Jakoś poszło. Ale boimy się teraz co będzie dalej, co będzie w przedszkolu?!

Osoby, z którym o tym rozmawialiśmy uważają, że przesadzamy. Mówią, że przecież przekleństwa są wszędzie i, że to normalne. Serio? Mamy inne zdanie. Owszem, wulgaryzmy weszły do codziennego języka i używa ich prawie każdy bez względu na wiek, zawód, wykształcenie i rodowód, ALE! To nie jest usprawiedliwienie dla przeklinającego kilkulatka, który dopiero uczy się mówić i poznaje język!

Małe dzieci powinno się chronić w domu i najbliższym otoczeniem przed przekleństwami i uczyć ich poprawnej polszczyzny. Nie nauczą się przeklinać od przypadkowego człowieka spotkanego w sklepie czy na spacerze. To żaden autorytet dla nich. Dzieci biorą przykład z nas – rodziców i dzieci oraz osób z najbliższego otoczenia. Na to mamy wpływ, więc korzystajmy z tego, bo inaczej nasze dzieci będą uważać wulgaryzmy za zwykłe słowa. A przecież posługując się nimi musimy wiedzieć kiedy można, a kiedy nie… To nie może być przysłowiowy „przecinek”!

Jeśli tego nie dopilnujemy niedługo w sklepach będziemy słyszeć dialogi w rodzaju:

– klient: poproszę k…wa chleb.

– ekspedientka: pie…ne 3 zl k…wa, proszĘ.

Albo u lekarza:

– lekarz: k..wa przykro mi, ale ma Pan/Pani pie…nego raka. Ma pan rok i spie…laj do piachu.

Chcemy tego? Jeśli nie to dlaczego uważamy, że przekleństwa w towarzystwie małych dzieci i w ich ustach, są OK.?

0

Tort kawowy dla taty

Dzisiaj podzielę się z Wami przepisem na tort kawowy, który zrobiłam z M. na 34 urodziny tatusia 🙂

36224443_1864423866956913_6427196006143623168_n.jpg

Składniki (tortownica o średnicy 24-28cm):

biszkopt:

  • 6 jajek (oddziel białka od żółtek)
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1 1/3 szklanki cukru pudru
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

 krem do przełożenia:

  • 500ml śmietany 36%
  • 500g serka mascarpone
  • łyżka mocnej kawy rozpuszczalnej
  • masa karmelowa

do nasączenia:

  • szklanka wody
  • 2 łyżki alkoholu

dekoracja:

  • czekoladowa polewa: 2 łyżka masła, 2 łyżki cukru pudru i 2 łyżki kakao. Wszystko razem podgrzać na małym ogniu i mieszać.

Sposób przygotowania:

 Biszkopt

Biszkopt najlepiej upiec dzień wcześniej albo chociaż w dniu przygotowywania rano.

  1. Nagrzej piekarnik do 180 stopni.
  2. Białka ubij z odrobiną soli na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodaj cukier, cały czas ubijając. dodawaj po kolei żółtka, przesianą mąkę z proszkiem i wymieszaj łyżką.
  3. Masę wylej do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (tylko spód). Biszkopt wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz 35-45 minut.
  4. Wyciągnij biszkopt z piekarnika i po wystudzeniu przekrój wzdłuż 2 razy aż powstaną 3 placki. Najlepiej zrobić to nitką.
  5. Biszkopty nasącz wodą z alkoholem i posmaruj masą karmelową

Przygotuj krem:

  1. Śmietanę ubij mikserem na sztywno i dodaj serek miksując na wolnych obrotach.
  2. Dodaj kawę i smaruj ciasto 🙂

 

Tort schowaj do lodówki, najlepiej na noc. Najlepszy jest na drugi dzień, jak biszkopt nieco nasiąknie. Ozdobny opłatek najlepiej nałożyć na dwie godziny przed podaniem.

36312804_1864423290290304_8892260900493328384_n.jpg

 

 

0

Pożegnanie ze żłobkiem

Dzieci i młodzież pożegnały się ze szkołami, a nasza M. ze żłobkiem…

Lipiec i sierpień spędzi z nami i dziadkami oraz koleżankami z podwórka, a od września idzie do przedszkola, które mamy dla odmiany – nie na drugim końcu miasta – tylko pięć minut spacerkiem od domu.

Przed wakacjami M. odebrała dyplom ukończenia żłobka, a swoim kolegom i koleżankom na pożegnanie rozdała swoje figurki z jajek niespodzianek i cukierki. Najbardziej będzie jej brakować Michała… To jej najlepszy kolega. Najpierw był Mati, a teraz jest Michał od dłuższego czasu. Bawiła się z nim, całowała na powitanie i pożegnanie (sama nam o tym mówiła). Niedawno oznajmiła nam nawet, że weźmie z nim ślub jak będzie miała 5 lat!

A teraz ich drogi rozeszły się… Ale może jeszcze kiedyś spotkają się gdzieś na jakiejś przedszkolnej imprezie, a może w szkole? Kto wie! Byłoby miło 🙂 Zwłaszcza, że wydaje nam się, że to „dobry chłopak” 😉

Prawdę mówiąc, odkąd dostaliśmy informację, że M. dostała się do państwowego przedszkola, to cieszyliśmy się z tego. Baaardzo. Bo w końcu będzie lżej finansowo i przede wszystkim znacznie bliżej. Ale teraz… Trochę nam żal. Zwłaszcza tych kilku zawartych przez M. znajomości. Cóż… Przed naszą córką nowe znajomości w przedszkolnej grupie trzylatków z genialnym zapleczem i wyposażeniem!

0

Chcecie pluszową pozytywkę?

No to uważajcie!

Blogosfera Canpol Babies  w lipcu odda w ręce blogerów 30! uroczych, pluszowych pozytywek! 15 z nich trafi do testowania, a kolejne 15 na konkursy na 15 blogach!

36281522_954608111381385_9091933706746068992_o.png

My baaaardzo chcemy być w grupie organizującej konkurs. Chcemy koniecznie komuś z naszych czytelników sprezentować tą pozytywkę w zestawie ze smoczkiem i gryzakiem!

Trzymajcie za nas kciuki na etapie rekrutacji, która już lada dzień. Zgłoszenia przyjmują do końca czerwca!

0

Dowód na wakacje

Jak tam wakacje u Was? U nas zbliżają się wielkimi krokami. Do naszego wyjazdu został jeszcze… Miesiąc! A M. pyta codziennie czy już jutro pójdziemy na plażę i czy weźmiemy kaczkę (chodzi jej o dmuchaną kaczkę, z którą rok temu dzień w dzień skakała po bałtyckich falach 🙂 )

Nasze wakacje zaczęliśmy planować jak co roku – jeszcze zimą. Zastanawialiśmy się nad różnymi wariantami, łącznie z wyjazdem za granicę. Ale nie na jakieś długie wakacje tylko kilkudniowy wypad żeby pozwiedzać. Myśleliśmy m.in. o Pradze i Skalnym Miasteczku, ale nie tylko. W grę wchodziła też wizyta u kuzynki w Berlinie i rejs do Szwecji.

Dlatego bardziej świadomi niż w tamtym roku, postanowiliśmy wyrobić dowód osobisty dla M. Bo choć granice mamy otwarte, to jednak dowód osobisty za granicą każdy musi mieć przy sobie. Nie tylko dorosły. Pamiętajcie o tym, bo w razie wypadku, kontroli drogowej czy innego spotkania z celnikami czy policją, Wasz dowód osobisty jako rodziców to za mało. Nie pomoże też akt urodzenia dziecka, bo z niego nic funkcjonariusze nie są w stanie dowiedzieć się. Za granicą każdy dorosły i każde dziecko musi mieć obowiązkowo dokument tożsamości ZE  ZDJĘCIEM!

Wyrobienie dowodu nic nie kosztuje. Czeka się na niego do 14 dni. My odebraliśmy po niespełna tygodniu. Największym problemem i kosztem było zrobienie zdjęcia, bo 3-letnie dziecko trudno ustawić i sfotografować zgodnie z przepisami… Dlatego zanosiliśmy do urzędu dwa razy zdjęcie, bo na pierwszym z pięknym uśmiechem za mało widoczne było jedno ucho… Zasadniczo osoba na zdjęciu nie powinna uśmiechać się, ale do 5 roku życia urzędnicy akceptują uśmiechnięte zdjęcia pod warunkiem, że są zrobione od przodu i widać na nich całą twarz z uszami.

Teraz M. dumnie oznajmia wszystkim, że ma swój dowód osobisty. Pokazuje go, chwali się nim, a jak idziemy na imprezę, gdzie jest policja to zawsze pilnuje żeby dowód był w torebce, bo boi się, że dostanie mandat za jego brak 😉

Także… Jeśli myślicie o podróżach zagranicznych to odpowiednio wcześniej zadbajcie o dowody osobiste dla dzieci. To naprawdę ważne jeśli nie chcecie mieć problemów za granicą i niepotrzebnych wycieczek do ambasady.

—-

A tu jeszcze kilka słów o upoważnieniu dla opiekunów dziecka: Upoważnienie na wakacje To równie ważna sprawa, którą należy załatwić przed oddaniem np. dziadkom dziecka pod opiekę na weekend czy wakacyjny wyjazd.

36315115_1864423760290257_6826111503444213760_n

0

Pierwsza Liga(mento)

~Dzisiaj będzie kilka słów o suplemencie diety Ligamento, który mama M. testuje od niedawna dzięki platformie Streetcom.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tak wyglądała moja paczka kiedy ją dostałam. A nie mogłam się na nią doczekać, bo jestem osobą bardzo aktywną. Nie korzystam z wind – wolę chodzić po schodach. Po mieście poruszam się głównie pieszo – praca, żłobek, zakupy… No i spacery. Codziennie robię co najmniej kilka kilometrów. Do tego dochodzą zabawy na placu zabaw z M., która jest bardzo energiczna oraz codzienne, domowe treningi i kilka razy fitness w klubie. Nie wspomnę już o moich wycieczkach rowerowych, których trasa zamyka się w 20-80 km jednorazowo.

To wszystko sprawia, że dokuczają mi stawy, ścięgna, mięśnie. Nie raz krzyczą do mnie z przeciążenia, ale… Do tej pory nie potrafiłam im pomóc inaczej jak przez odpoczynek, a to okazywało się błędnym kołem, bo po odpoczynku znowu musiały się rozruszać i znowu bolało.

Teraz mam Ligamento 🙂 I sytuacja wygląda nieco inaczej. Nie mam już takich problemów. Owszem są. Jeszcze, ale żyje i rusza mi się o niebo lepiej 🙂 Poleciłam ten suplement też mojemu tacie, który cały czas jest bardzo aktywny – gra w piłkę, jeździ niemalże wyczynowo na rowerze i pracuje. Od lat zmaga się z konsekwencjami kontuzji z czasów kiedy zawodowo grał w siatkówkę. Do tego doszły świeże urazy wymagające rehabilitacji.

Ligamento czyni małe cuda. Jak to możliwe? Spójrzcie na skład 🙂

36230902_1864543723611594_5654888833951465472_o.jpg

Teraz dbanie o kondycję nie tylko swoją, ale i mojego cennego układu ruchowego jest łatwiejsze i przyjemniejsze. Ligamento oprócz dobrego składu ma też łatwą formułę przyjmowania – 2 tabletki raz dziennie. Po prostu. Łatwe do przełknięcia, małe. Pierwsze widoczne efekty można uzyskać już po miesiącu regularnego stosowania suplementu.

ALE! Ligamentoto suplement nie tylko dla sportowców i osób bardzo aktywnych. Warto po niego sięgać na co dzień profilaktycznie. Każdego roku tysiące Polaków ulega urazom ortopedycznym. Do najczęstszych należy skręcenie stawu skokowo-goleniowego, który dotyka – UWAGA!!! – ok. 360 tys. Polaków! Dzięki wsparciu funkcjonowania więzadeł, ścięgien i mięśni każdego dnia, szybciej dojdziemy do siebie po takim wypadku, a jego konsekwencje będą mniej i krócej odczuwalne.

34413122_1833439703388663_2600247856119939072_n.jpg

 

0

Perłowe pranie z Lenorem

Osoby, które śledzą nasz FB już wiedzą, reszta dowiaduje się właśnie teraz. Od tygodnia dzięki portalowi trnd.pltestujemy perełki do prania Lenor Unstoppables 🙂

36259280_1864423206956979_2599588127668436992_n

Jesteśmy po kilku porządnych praniach i uznaliśmy, że to już czas by podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Od razu uprzedzamy, że są wyłącznie pozytywne. Zacznijmy od tego, że perełki Lenor nie mają prać ani zmiękczać tkanin, ale nadawać im piękny, długotrwały zapach. My do jednego prania dodaliśmy zgodnie z instrukcją zakrętkę perełek i jesteśmy zdumieni efektem.

IMG_20160819_124412~3Zapach perełek jest wyczuwalny już przed otwarciem opakowania – dzięki temu w sklepie bez problemu możemy sprawdzić czy jeden z trzech dostępnych zapachów nam odpowiada czy nie. My mamy wariant niebieski – fresh, z aromatem lilii wodnej. Nam osobiście pasuje, bo lubimy takie świeże, morskie zapachy. Po wsypaniu perełek do bębna pralki czuć wyraźnie ich zapach w pomieszczeniu jeśli poczekamy chwilę z zamknięciem drzwiczek.

Po wyjęciu prania z pralki przez dłuższy czas zapach unosi się jeszcze w łazience. Ze względu na pogodę powiesiliśmy nasze pranie na suszarce balkonowej. Uznaliśmy to za jeszcze większe wyzwanie dla perełek. W chwili wieszania ubrania pachniały bardzo wyraźnie. Po kilku godzinach schnięcia ku naszemu zdziwieniu zapach wciąż był dość wyraźnie wyczuwalny na ubraniach bez względu na rodzaj tkaniny, a były to zarówno cienkie bawełniane bluzki jak i dresy czy polar. Zapach okazał się na tyle trwały, że dziś trzy dni po pierwszym praniu, ubrania złożone w szafie nadal pięknie pachną, nawet te od fitnessu, które przyjmują spore ilości potu kilka razy w tygodniu. Producent zapewnia, że trwałość zapachu to 12 tygodni dla rzeczy leżących w szafie.

Jednym słowem – perełki u nas zdały egzamin i POLECAMY! Lenor Unstoppables dostępny jest w trzech zapachach:

  • „Fresh” przywołuje wspomnienie przyjemnej, nadmorskiej bryzy.
  • „Bliss” tworzy niepowtarzalną, owocowo-kwiatową kompozycję.
  • „Lavish” to zmysłowe połączenie brzoskwini z wanilią i nutą karmelu oraz czerwonych róż

Wariant Fresh przypadł nam do gustu, ale szczerze mówiąc bardzo ciekawi jesteśmy zapachu Lavish!

0

Rexona dla dwojga

Jakieś dwa, może trzy tygodnie temu przyszła do nas mała paczka. Zaadresowana na mamę M., ale zawartość była przeznaczona dla mamy i taty. To antyperspiranty Rexona protection+ invisible! 

Te dezodoranty to idealny duet dla par. Niezawodna ochrona przed potem, brzydkim zapachem i plamami, przebarwieniami na ubraniach. Można je stosować na białe, czarne i kolorowe ubrania bez obaw. To zasługa przełomowej technologii, która redukuje namnażanie bakterii. Dodatkową zaletą jest świeży zapach.

33732034_1825886920810608_5980858379063525376_n

Sprawdziliśmy! Jesteśmy zadowoleni. Nie zawiodły nas nigdzie i w żadnej dotychczasowej sytuacji.

0

Węglowy cud na tkaninie

Ostatnio zrobiło się tu bardzo kosmetycznie… Ale korzystając z wolnych chwil nadrabiamy zaległości. Dzisiaj będzie kilka słów o niesamowitej masce!

Kupicie ją w dobrze zaopatrzonej drogerii i sklepie kosmetycznym, a nawet markecie ze stoiskiem kosmetycznym. Jest w całkiem sporym, czarnym opakowaniu.

34199731_1830126897053277_4883915420903407616_n (1).jpg

Opakowanie łatwo otwiera się bez nożyczek. Zanim jednak to zrobimy warto zmyć makijaż i oczyścić twarz np. peelingiem czy żelem do mycia twarzy albo innym kosmetykiem, który stosujesz regularnie.

Po osuszeniu skóry należy wyjąć maskę z opakowania i dopasować ją do twarzy.

34342320_1833379596728007_515014557870063616_n.jpg

Po 15 minutach zdjemujemy ją i kończymy zabieg. Jak widać na załączonym zdjęciu maska ma czarny kolor i jest obficie nasączona ekstraktem z czarnej herbaty, LHA oraz kwasem hialuronowym. To tkanina z węglem. Miękka, przyjemna w dotyku, ale trwała. Oczyszcza skórę i pozostawia ją matową.

Mi przypadła do gustu. Jest łatwa i szybka w użyciu, a co najważniejsze – skuteczna. POLECAM!

 

0

Always Infinity!

Dzięki trnd.pl biorę udział w testowaniu nowych podpasek Always Infinity. Paczka dotarła do mnie w najbardziej odpowiednim momencie, więc za testowanie wzięłam się od razu. W dostaniu się do środka paczki pomogła mi M. 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W paczce znalazłam łącznie 3 opakowania po 12 indywidualnie zapakowanych podpasek.

33714280_1825888814143752_5083218348867584_n

Jestem nimi zauroczona. Są inne od pozostałych od początku do końca. Po pierwsze mają tekturowe, ekologiczne opakowanie. Po drugie są wyjątkowo miękkie i delikatne. Praktycznie ich nie czuć! A do tego są mega chłonne, nie przeciekają i nie odkształcają się 🙂

Wszystko to dzięki technologii inteligentnej pianki SmartFoam™ i mikrokanalikom. Dopasowują się do ruchów ciała.

POLECAM 🙂

0

Wyniki konkursu: cute animals!

Tam da dam!

Mamy! Udało nam się wybrać dwa zdjęcia, które postanowiliśmy nagrodzić zestawami od Canpol Babies – cute animals.

zdjęcie - zestaw cute animals

Spośród 34 maili, które do nas trafiły postanowiliśmy wybrać i nagrodzić zdjęcia przesłane przez:

  1. Iwonę K. 20180514_140705.jpg

 

2. Ewelinę S.

IMG_7570.JPG

Gratulujemy laureatom i dziękujemy wszystkim za udział, liczny udział – w naszym konkursie. Macie urocze dzieciaki! Zapraszamy do zaglądania do nas, bo planujemu wkrótce kolejne konkursy 🙂

Ze zwycięzcami jak zawsze skontaktujemy się mailowo.

0

Odkrywamy Kazimierz Dolny

O Kazimierzu Dolnym nad Wisłą już tu pisaliśmy. Napiszemy jeszcze raz, bo kolejny raz wybraliśmy się tam na wycieczkę. Za każdym razem, gdy tam jesteśmy odwiedzamy Rynek, ale stamtąd zawsze ruszamy w nowe miejsca.

Na najpopularniejszych atrakcjach, czyli Górze Trzech Krzyży, baszcie i zamku byliśmy rok temu, więc w tym roku po kupieniu Kogucika na Rynku ruszyliśmy w innym kierunku. Ulicą Nadwiślańską poszliśmy na bulwary, gdzie akurat przycumował statek. Skorzystaliśmy z okazji i ruszyliśmy w godzinny rejs.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dzieci do 4 roku życia płyną za darmo. Reszta za 18 zł od osoby. Na pokład można wziąć wózek. W stronę Janowca płynie się ok. 45 minut. Droga powrotna jest szybsza. Polecamy! Widoki są niesamowite. Zarówno Kazimierz z wody wygląda niezwykle jak i sama Wisła i te jej plaże, wysepki, brzeg. Będąc na pokładzie można naprawdę odpocząć nawet mając małe dziecko pod opieką 🙂 Nam dodatkowo towarzyszyły całą drogę rybitwy, którym dzieci z wycieczki szkolnej rzucały cały czas jedzenie… Stały się dodatkową atrakcją.

Po zejściu z pokładu ruszyliśmy do centrum skąd przeszliśmy urokliwą ul. Lubelską do ul. Kwaskowa Góra i tą doszliśmy Zielonym Szlakiem do Wąwozu Korzeniowego. Po krótkim spacerze główną ulicą weszliśmy do innego świata. Było trochę komarów, ale nie były szczególnie uciążliwe. Zwłaszcza, że spacer wąwozem był wytchnieniem od upału. Tam było dużo chłodniej i przyjemniej niż w mieście i nad rzeką.

34074386_1830104647055502_6154099604389363712_n.jpg

I tutaj mała podpowiedź. Na początku droga wiedzie cały czas pod górkę, ale jest wyłożona płytami, więc można spokojnie pójść tam na spacer z wózkiem. Później teren staje się bardziej równy, a płyty znikają, ale nadal bez problemu można przejechać wózkiem. W pewnym momencie dochodzimy do skrzyżowania. Zielony szlak prowadzi prosto lub w prawo. Idąc prosto dojdziemy do dalszej części wąwozu i będziemy dłuższą trasą iść do Kazimierza. W prawo – idziemy przez pola, łąki i dochodzimy do głównej drogi, którą 3,5 km idziemy do Kazimierza. My wybraliśmy właśnie ten wariant, bo zrobiło się późno. Ale jak macie czas to nie polecamy, bo przy drodze nie ma pobocza ani chodników… No i co chwilę szczekają psy. Są jednak plusy tej trasy, bo do centrum Kazimierza dochodzimy ul. Czerniawy. Po drodze mijamy Cmentarz Żołnierzy Radzieckich, a bliżej centrum niezwykły Kirkut.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Między cmentarzami jest zejście do Albrechtówki ul. Słoneczną. Ze względu na późny wieczór nie poszliśmy już tam, ale wpisaliśmy to miejsce na listę na kolejną wycieczkę, a może nawet weekend w Kazimierzu? Bo z każdą kolejną wizytą w tym miasteczku odkrywamy je na nowo i staje się dla nas coraz ciekawsze… Pierwsza wizyta kilka lat temu była dla nas wielkim rozczarowaniem. Druga zakończyła się niesmakiem ze względu na tragiczne warunki dla rodzin z maleńkimi dziećmi. Trzeci wypad był całkiem udany, ale wciąż nie rozumieliśmy fenomenu Kazimierza. I dopiero teraz kiedy wyszliśmy poza Rynek, poczuliśmy autentyczny pociąg do tego miejsca. Mamy już nawet kolejne miejsca zaplanowane do odwiedzenia, poza Albrechtówką.

Wracając do ul. Czerniawy. Jeśli będziecie szli tamtędy z dziećmi – zwracajcie uwagę na to co robią i co dotykają. Nam M. niestety poparzyła się pokrzywą… Miała całą wewnętrzną stronę dłoni w bąblach.

Zanim wsiedliśmy do auta w drogę powrotną weszliśmy jeszcze do Sanktuarium Matki Bożej Kazimierskiej. Kościółek uroczy. Podejście zabójcze dla osób z kiepską kondycją… Ale widoki na Kazimierz z dziedzińca… Robią wrażenie! Aha… Wózkiem tutaj dostać się nie da. Chyba, że wniesie się go na górę, ale nie polecamy.

W drodze do auta zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na placu zabaw 🙂 M. nie odpuściła nawet z poparzoną pokrzywą dłonią.

W naszym ubiegłorocznym wpisie zdradziliśmy Wam naszą „miejscówkę”, gdzie zostawiamy auto w Kazimierzu… Teraz jest już tam zakaz wjazdu i postoju. Zdecydowana większość parkingów jest płatna. Na godziny nie opłaca się kupować miejsca. Najlepiej zapłacić za cały dzień od 10 do 15 zl. Przy czym uwaga! Przy ul. Senatorskiej, Nadrzecznej zapłacicie więcej niż np. przy ul. Zamkowej w samym rynku 🙂

A  TUTAJ znajdziecie nasz ubiegłoroczny wpis. Należą się jednak słowa sprostowania, bo okazało się, że Kazimierz ma siecowe spożywczaki tylko poza Rynkiem 🙂 Jest też sporo knajpek i restauracji. Trzeba tylko wyjść trochę poza wspomniany już Rynek.

0

Rozświetlający rytuał

Pamiętacie jak jakiś czas temu zachęcałam Was do udziału w kampanii Le Petit Marseillais? To teraz przyznajcie się, komu się udalo dostać do niej?

Mi się udało! Dotarła do mnie paczka z trzema fantastycznymi produktami i próbkami do rozdania koleżankom i rodzinie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dawno się tak nie cieszyłam z paczki. Serio! Dlaczego? Po pierwsze – uwielbiam morele! Ich zapach i smak. Po drugie – latem, wiosną. W sezonie ciepłym kiedy nogi, ręce, dekolt są na wierzchu lubię kiedy moja skóra jest rozświetlona. Nie musi być idealnie opalona, ale rozświetlona być musi. W tym celu stosowałam różne kosmetyki. Od balsamów z drobinkami poprzez  pudry po olejki. Te ostatnie sprawdzają się najlepiej, ale mają jedną wadę – lepią się straszliwie…

W mojej ambasadorskiej paczce znalazłam właśnie olejek. Ale nie taki do smarowania nim skóry, ale do mycia 🙂 Olejek pod prysznic, do kąpieli z moreli i białej lilii. Jest wydajny, lekki, cudownie pachnie, sprawia, że skóra jest miękka i rozświetlona. Co ważne nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, łatwo się spłukuje i nie brudzi. Polubiłam go od pierwszej kąpieli 🙂

W komplecie było jeszcze mleczko do ciała z olejkiem morelową, białą lilia i masą perlową. W wygodnej butelce z pompką. Doskonale wchłania się, szybko się rozprowadza, jest wydaje i na długo nawilża skórę. Dodatkowo odżwia i rozświetla skórę. Oczywiście ma jeszcze jedną zaletę jak wszystkie kosmetyki LPM. To zapach.

Trzeci produkt z mojej paczki to dezodorant bez aluminium! W jego składzie znajdziemy olejek z moreli i z szałwii. Ławo się rozpyla, zapewnia świeżość do 24 godzin, neutralizuje zapach potu i minimalizuje uczucie wilgoci. Pachnie niesamowicie.

33777437_1825889290810371_6276334188949929984_n.jpg

Każdy z tych produktów polecam z czystym sumieniem 🙂 A LPM dziękuję za możliwość poznawania świata ich zapachów i pielęgnacji.

0

Owocowa pielęgnacja

Wpis kosmetyczny od mamy M.

Kilka miesięcy temu miałam okazję przetestować maski Loreal Czysta Glinka. Bardzo przypadły mi do gustu, więc kiedy zobaczyłam na półce w sklepie Loreal Sugar Scrubs – bez wahania wzięłam jeden z nich do koszyka i pobiegłam do kasy. Po powrocie do domu dosłownie odliczałam godziny do wieczornej kąpieli…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wybrałam peeling rozświetlający, ponieważ takiego efektu potrzebuje moja zmęczona skóra. Codzienny makijaż – czasami zmieniany dwa, trzy razy. Ciężkie podkłady kryjące, matujące pudry – tego wymaga moja praca… Do tego spędzam pół dnia w pomieszczeniu klimatyzowanym. Stąd mój wybór właśnie.

Kiedy otworzyłam pudełko i odkręciłam słoiczek, pierwsze co zrobiłam, to powąchałam ten scrub. Ma delikatny, owocowy, lekko słodki zapach. To zasługa trzech cukrów: brązowego, białego i jasnego oraz oleju z pestek winogron. A jego konsystencja? Gęsty, przyjemny żel.

33317257_1821531451246155_3778555842966585344_n

Rzecz fantastyczna! Zaraz przystąpiłam do mycia twarzy. Okazało się, że niewielka ilość peelingu wystarcza na oczyszczenie całej twarzy. Dobrze sprawdza się w swojej roli, ale jest jednocześnie bardzo delikatny. Naskórek złuszcza się bez wrażenia „przecierania” twarzy szorstkimi drobinkami.

Można go stosować też na usta – zrobiłam to i przypadkiem trochę scrubu dostało się na mój język… Nie uwierzycie, ale jest smaczny! Słodki! 🙂 Owocowy. No, ale jakby co to do jedzenia go nie polecam. Nie ze względów smakowych, ale ze względu na to, że to jednak kosmetyk.

A efekty? Gładka, miękka i rozświetlona skóra.

W gamie scrubów cukrowych jest jeszcze peeling oczyszczający i odżywczy.

 

0

Sosy Winiary

Jakiś czas temu przyjechał do nas kurier i zostawił paczkę, której nie spodziewaliśmy się. Nic nie zamawialiśmy, nie braliśmy udziału w żadnym konkursie ani kampanii. Kiedy otworzyliśmy ją zobaczyliśmy pudełko Winiary.

32365805_1811227765609857_5025559254732374016_n.jpg

A w nim:

32544053_1811227515609882_6232335285544288256_n.jpg

Czyli próbka ketchupu łagodnego 250 g i musztardy 130 g. A akuraat musztarda nam się skończyła, a zapomnieliśmy kupić w sklepie nową. Także szybko się przydała, bo właśnie tego dnia robiliśmy w domu kiełbaski na ciepło, których bez musztardy sobie nie wyobrażamy 🙂

Sosy mają sporo zalet oprócz podstawowego – smakowego. Do wyprodukowania 100 g ketchupu używają 144 g pomidorów. A to oznacza bardzo dobry skład i smak. I istotnie tak jest. Słodki, mocno pomidorowy. Ma gęstą, delikatną konsystencję.

Natomiast musztarda… Wyprodukowana została z dwóch rodzajów nasion gorczycy: sarepskiej i białej. Ma łagodny, ale wyrazisty smak z miodową nutką. Ma kremową, gęstą i gładką konsystencję i pasuje do wszystkiego – sałatki, kiełbasy, mięsa i kanapki.

W broszurze, która również znalazła się w paczce dostaliśmy dwa przepisy:

32447341_1811228318943135_7269609225133752320_n.jpg