0

Mój sernik bez ciasta

Podzielę się dzisiaj z Wami moim ulubionym przepisem na sernik, który ostatnio bardzo często u nas gości 🙂

46126336_1942914729117974_2676010563825303552_n.jpg

Składniki

– 6 jajek
– 1 kg sera białego (najlepiej zmielony na sernik – NATURALNY)
– 2 budynie waniliowe i 1 śmietankowy
– 1,5 szklanki cukru krytszał
– 2 łyżki kaszy manny

Sposób przygotowania:

  • Oddzielamy białka i żółtka. Do żółtek dodajemy cukier i miksujemy na gładką masę.
  • Dodajemy do niej ser, a następnie budynie w proszku i kaszę. Miksujemy do uzyskania gładkiej masy.
  • Do białek dodajmy odrobinę soli i miksujemy je na sztywną pianę. Dodajemy ją do poprzednio zrobionej masy.
  • Masę przelewamy do tortownicy (24-26 cm). Wstawiamy do piekarnika nastawionego na 170 st C. na 30 minut. Później w 150 st. C pieczemy koljne 45 minut.
  • Po zakończeniu pieczenia uchylamy piekarnik i zostawiamy w nim sernik do wystygnięcia.

Na czas pieczenia do piekarnika warto wstawić pod tortownicę naczynie z ciepłą wodą.
Sernik można polać na koniec polewą czekoladową, udekorować owocami lub dodać do niego np. rodzynki, orzechy. Ja robię czysty sernik, bo taki lubię najbardziej. Dodaję czasami masę czekoladową na wierzch.
UWAGA!!! Nie używać do tego serów smakowych np. waniliowego. Nie wychodzi 🙂

Reklamy
0

A jednak…

A jednak… Dopadła nas. Jakaś infekcja. Na szczęście nic ciężkiego, ale za to niezbyt przyjemnego.

M. ma wirusowe zapalenie jamy ustnej. Kilka aft na łuku podniebiennym i różnych częściach buzi, jedną na języku. Nie jest to zbyt przyjemne, ale na szczęście można jej pomóc podając syrop przeciwbólowy. Do tego dwa różne „psikadła” na gardło i afty, niezbyt smaczna nystatyna i żel na afty aplikowany miejscowo.

Szczęśliwie nie jest to dla M. zbyt uciążliwe. Mimo to została w domu, bo wirus nie wirus – osłabia organizm, więc wolimy zostawić ją w domu, wziąć wolne na zmianę i sprowadzić babcie zza dwóch województw, niż narażać na jakąś gorszą chorobę.

U nas zaczęło się od czerwonych kropeczek na podniebieniu. Dlatego jeśli zobaczycie takie żywo czerwone kropeczki u dzieci na podniebieniu to nie zwlekajcie. Szybko włączajcie preparaty przeciwzapalne i przeciwwirusowe, bo jeśli się zbyt długo zwleka to potrafi się to rozbujać niesamowicie… Nasza kuzynka ostatnio zaniedbała sobie coś podobnego i w końcu skończyła z bardzo poważną infekcją, którą musiała leczyć antybiotykami.

Zdrowia dla Was!

virus-1812092_1920.jpg

0

„Mam trzy latka…”

Ja. Mama M. Jestem w szoku!

Moja córka, przyniosła zadanie domowe z przedszkola….

Ma, a właściwie miała – nauczyć się wierszyka na pamięć.

„Mam trzy latka, trzy i pół…” – tak tego właśnie.

Na początku wydawało mi się to niemożliwe. Po pierwsze powiedziała, że będzie uczyć się w przedszkolu, a nie w domu. Po drugie, nie chciała współpracować. Po trzecie… Nie wierzyliśmy, że to się może udać 😉

Ostatecznie udało się! A nauka całego wierszyka zajęła nam dwa dni. Oczywiście nie całe dwa dni. Pierwszego dnia nauczyła się połowy, a drugiego reszty. No i śmiga. Gotowa choćby na pasowanie na przedszkolaka. I nie mogę się już tego doczekać 🙂

child-2293839_1920

0

Rekomenduj.to : Somat Gold!

Dawno nic nie testowaliśmy. I tak się składa, że właśnie mamy okazję. Z powodu małej ilości czasu nie angazujemy się już tak bardzo jak wcześniej w testy, ale akurat TEN test pomaga nam znaleźć kilka wolnych chwil. Dlaczego?

Dzięki serwisowi Rekomenduj.to  sprawdzamy nowe tabletki Somat Gold do zmywarki. Uwielbiamy to urządzenie! Dzięki niemu codzienne zmywanie ograniczamy do mycia noży i kubków. Reszta zmywa się sama 🙂 A pomagają w tym taletki lub kapsułki, które działają równie dobrze jak płyn do mycia naczyń, a nawet lepiej.

Do tej pory kupowaliśmy różne produkty. Zwykle te, które były akurat w promocji. Ale pierwszy raz mamy okazję odkryć #efektsomat !

Gorąco Wam polecamy. Tabletki Somat Gold są niezawodne – czyszczą nawet mocno zabrudzone i zaschnięte naczynia. Szkło jest błyszczące i bez zacieków (podobnie jak sztućce 🙂 ). A do tego są to tabletki, których nie trzeba rozpakowywać – są spakowane w rozpuszczalną folię, więc wystarczy wyjąć jedną z opakowania, wsadzić do zmywarki i gotowe.

Somat Gold to idealny środek dla programów działających w 40 stopniach C lub więcej. Nie tylko czyści naczynia, ale usuwa też plamy, pełni funkcję nabłyszczacza i soli, przyspiesza efekt suszenia, a do tego chroni zmywarkę!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

0

Przedszkolne uroczystości

A jak to jest u Was w przedszkolach? Jesteśmy ciekawi.

O Dniu Przedszkolaka pisaliśmy już wcześniej. Po 20 września był jeszcze Dzień Chłopaka. Obchodziliście go?

Mama M. jako przewodnicząca trójki zorganizowała zbiórkę pieniędzy i kupiła dla wszystkich chłopców resoraki. Dziewczynki (żebym im smutno nie było, bo to tylko 3-latki!) dostały tego dnia lizaki. I wszyscy byli szczęśliwi, a nasza M. była dumna, bo to ona pomagała wybierać prezenty 🙂

Później, całkiem niedawno zresztą był Dzień Edukacji Narodowej. W naszym przedszkolu była to impreza wewnętrzna dla emerytowanych i aktualnych pracowników. Odbyła się w czasie zajęć między śniadaniem a obiadem. My uczestniczyliśmy w niej z racji tego, że Rada Rodzicielska przedszkola kupiła dla wszystkich nauczycieli kwiaty i pyszny tort. Musieliśmy je przekazać. Poza tym trzeba było też uwieczni występy dzieciaków, aby pochwalić się rodzinie i pokazać pozostałym rodzicom. Przecież każdy chciałby zobaczyć swojego malucha w akcji! A nasze były przesłodkie. Cudowne biedronki skaczące, tańczące, machające.

Nie możemy się doczekać kolejnych uroczystości i występów!

11884960_508295992679268_4931199909823195855_o

0

Odporność przedszkolaka

Nie ma nas. Głucho tu. Cicho. Hula wiatr!

Ciężko znaleźć nam czas na pisanie. Żyjemy w biegu. Obowiązków wciąż przybywa. Ale wydaje się, że teraz będzie nico spokojniej. Korzystając z wolne chwili chcieliśmy Wam napisać krótko o odporności naszej M.

Rok temu kiedy poszła do żłobka, rozchorowała się po 3 dniach wśród dzieci. Po tej infekcji kaszlała przez kolejnych sześć miesięcy łapiąc kolejne infekcje średnio dwa razy w miesiącu. Próbowaliśmy chyba wszystkiego by podnieść jej odporność. Był sok z czarnego bzu i aronii. Była cytryna, probiotyki wszelkiej maści, uodparniające specyfiki z apteki…. A ona jak chorowała, tak chorowała. Do połowy maja. I od ostatniej majowej infekcji mamy spokój. W czerwcu prawie nie chodziła do żłobka. Była może 10 dni w sumie. Mogliśmy sobie na to pozwolić. Lipiec i sierpień miała wakacje. Spędziła je z nami i dziadkami.

We wrześniu poszła do przedszkola. Zapomnieliśmy o uodpornianiu. Mieliśmy w planach szczepionkę na odporność, ale wypadło nam to z głowy. Postawiliśmy na witaminę D i Actimela… Od czasu do czasu dajemy jej witaminę C1000 – połowę jednorazowo i zamiast herbaty pije rumianek z plastrem cytryny i łyżką miodu. Dzieciaki w grupie u M. i innych grupach chorują jak szalone od pierwszego tygodnia. M. póki co zdrowa 🙂

11884960_508295992679268_4931199909823195855_o

0

Wyniki konkursu!!!

Dłuuugo nas nie było, ale wracamy.

Z wynikami naszego konkursu.

Dostaliśmy 27 przepisów. Potrzebowaliśmy czasu, aby je sprawdzić, a M. żeby mogła wybrać najlepszy.

I wybraliśmy!

zestaw BUNNY&COMPANY

Zestawy wędrują do:

  • mama.izabela

A my Wigilijne danie dla malucha polecamy

Bułeczki z kapustką pod taką nazwą je znamy!

Każde dzieciątko przecież lubi bułeczki!

Lubią je bardzo te nasze aniołeczki!

Proste jak barszcz w przygotowaniu

I jakże szybkie dla niecierpliwych w podawaniu!

Od dziesiątego miesiąca można je serwować
Tylko jak je tutaj przygotować?
Od farszu szykowania zaczynamy.
Kapustę pod przykryciem doprawiamy
Liściem laurowym i aż zmięknie czekamy.
Troszkę cebulki na patelce podsmażamy
I do naszej kapustki sobie dodajemy
I tak na sitku jakimś na bok odstawiamy
Zaczyn na ciasto drożdżowe czas zrobić
Odmierzyć proporcje reszty i ręcznie wyrobić
Potem tylko ulepić nasze kuleczki
Farsz nałożyć i zrobić kształt bułeczki!
Mówię Wam to będzie wigilijny hit!
U nas wręcz był superhit!
Dorośli nawet się nimi zajadali
I poczuli się jakby byli tacy mali
Jak nasz malutki okruszek!
Co miał w Wigilię pełny brzuszek;)

  • Ewelina S.

placuszki bananowe

Do rozbitego jajka dorzucam pokrojonego banana i namoczone wcześniej płatki owsiane. Wymieszać wszystko i usmażyć na suchej rozgrzanej patelni. Szybko smacznie i zdrowo.

GRATULUJEMY!!!

logo1

0

Dzień Przedszkolaka

Halo! Rodzice przedszkolaków!

My dzisiaj na szybko z krótkim przypomnieniem.

20 września obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Przedszkolaka!

Święto zostało ustanowione uchwałą sejmu z dnia 13 września 2013. Podczas pierwszych obchodów w 2010 roku, które odbyły się w Łodzi, dzieciaki, podczas festynu, posadziły w parku pamiątkowe dęby i razem w władzami miasta wypuściły do nieba baloniki z marzeniami. Co roku w całej Polsce przedszkolaki świętują swój dzień. Ogólnopolski Dzień Przedszkolaka ma swój hymn, który zna większość podopiecznych przedszkoli w Polsce. 20 września to wspaniały dzień dla każdego wychowanka przedszkola. Tego dnia placówki organizują moc atrakcji dla dzieci. W niektórych przedszkolach w ramach święta odbywa się pasowanie na przedszkolaka nowo przyjętych podopiecznych. Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak co roku wysyła specjalny list adresowany do polskich przedszkolaków. Wiele samorządów przygotowuje, dla wszystkich przedszkoli ze swojego miasta czy gminy, festyny, koncerty, marsze, zabawy, bale. W Opolu przedszkolaki odbierają symboliczne klucze do miasta od prezydenta, a następnie uczestniczą w uroczystej sesji Rady Miasta Przedszkolaków. Maluchy wraz z Przewodniczącym Rady Miasta mogą głosować w sprawie wniosków dotyczących opolskich przedszkoli. W Nowym Mieście Lubawskim dzieci z przedszkola tradycyjnie co roku wypuszczają do nieba baloniki z marzeniami. Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze wystawia specjalne, bezpłatne przedstawienie dla najmłodszych widzów. Dzieciaki z Mielca uczestniczą w przemarszu przez miasto. Każde przedszkole miejskie czy prywatne stara się aby przedszkolaki tego dnia jak najlepiej bawiły się.

A jak to jest u Was? 

W naszym przedszkolu dzisiaj będą tańce i zabawy – więcej niż na co dzień – a do tego pyszne ciasteczka.

Świętujecie też poza przedszkolem? W domu? My mamy taki plan na dzisiaj po pracy i po przedszkolu. Będą słodkości i dobra zabawa 🙂

child-2293839_1920.jpg

0

Konkurs! Mamy to!

Mamy dla Was konkursik 🙂

Znaleźliśmy się w gronie blogerów, którzy we współpracy z Blogosfera Canpol Babies organizują konkurs, a w nim do wygrania taki zestaw:

zestaw BUNNY&COMPANY.jpg

Właściwie to nawet dwa 🙂

Co zrobić żeby wziąć udział w naszym konkursie i wygrać ten sympatyczny zestaw?

  • Wyślij nam na maila: blogmatadzie@gmail.com przepis na ulubione danie Waszego dziecka. Wygrają dwa najciekawsze przepisy, które… UWAGA! Przypadną do gustu naszej Milence! 🙂
  • Będzie nam miło jeśli polubisz naszfanpage na FB i udostępnisz post konkursowy na swojej tablicy. Chętnie zobaczymy też jak zapraszasz w komentarzach pod tym postem swoich znajomych do zabawy
  • Termin nadsyłania prac mija: 30.09.2018 r. o północy. Laureata wyłonimy w ciągu 14 dni od zakończenia konkursu
  • Udział w zabawie mogą wziąć osoby zamieszkałe na terytorium Polski.

 

No to… POWODZENIA! Teraz my trzymamy kciuki za Was 🙂

 

logo1

0

Przewodnicząca mama…

Mama M.

Zawsze mówiłam, że nie chcę angażować się w żadne trójki i rady. Próbowałam wkręcić w to męża, ale nie chciał, więc… Nic na siłę. Na spotkaniu z rodzicami pojawiła się ta problematyczne kwestia. Na etapie wybierania trójki, po tym jak zgłosiły się już dwie mamy… Postanowiłam zgłosić się do kompletu z nadzieją, że dzięki temu M. będzie miała trochę łatwiej w grupie. Cwane, co? 😉

Nie spodziewałam się jednak tego co wydarzyło się dalej. Trzeba było wybrać przewodniczącą do Rady Rodzicielskiej przedszkola. No i wybrali mnie.

Kropka.

Nie mam bladego pojęcia jak to „ciało” funkcjonuje. Jak się w tym działa, ale cóż… Muszę jakoś temu sprostać. Na początek postanowiłam utworzyć kanał komunikacyjny między rodzicami, zwłaszcza, że dosłownie nikogo spośród nich nie znam. Zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się Dzień Chłopaka, więc trzeba coś dla chłopców wymyślić. A poza tym zaraz czeka nas pasowanie na przedszkolaka, a to też wyzwanie.

Ciekawa jestem jak u Was działa trójka i rada. Podzielicie się swoimi doświadczeniami?

Co Wam się podobało, a co nie? Jak organizowaliście Dzień Chłopaka i pasowanie na ucznia?

11884960_508295992679268_4931199909823195855_o.jpg

0

Przedszkolaki bez wsparcia

Za nami pierwsze spotkanie – wywiadówka, w przedszkolu.

Same pozytywne wrażenia właściwie. Tylko okazuje się, że darmowe przedszkola, nie do końca są takie darmowe. Nie mówię rzecz jasna o kosztach wyżywienia. U nas jest to 7 zł za każdy dzień. Wychodzi więc za pełny miesiąc 140 zł. Niewiele prawda? A mimo to podobno część rodziców nie płaci… Dla zasady. Dlatego w tym roku dyrektorka zarządziła, że jeśli rodzice nie będą płacić, to po miesiącu jego dziecko zostanie bez wyżywienia. Jak dla mnie OK. Zwłaszcza, że jeśli kogoś nie stać, to może dostać dofinansowanie z MOPSu i jest po problemie.

Ale to nie koniec wydatków. Kolejne nie są wcale mniejsze, bo przecież po wakacjach trzeba maluchowi kupić nowe papcie, z których od czerwca wyrósł, nowe bluzeczki, spodenki, leginsy itp., bo to co kilka miesięcy temu było dobre teraz jest przymaławe… Do tego zestaw edukacyjny do przedszkola – u nas koszt 75 zł. Składka semestralna na materiały na zajęcia – 60 zł. Ubezpieczenie – 24 zł no i składka na radę rodzicielską – 50 zł.

Podliczmy: 140 zł za wyżywienie + 75 zł za zestaw + 60 zł składka + 50 zł rada + 24 zł ubezpieczenie = 349 zł na sam początek, nie licząc rzecz jasna nowych ubrań i butów.

I teraz pytanie… Dlaczego przedszkolakom nie przysługuje „300 plus” na wyprawkę? OK. – dostajemy prawie darmowe przedszkola, ale… Szkoły też są darmowe. Wyprawka przedszkolaka wcale nie jest tańsza od wyprawki ucznia.

Czy jesteście tego samego zdania?

0

Strunowa pasja?

Mama M. od lat gra na gitarze. Co prawda odkąd jestem mamą gram niezwykle rzadko, ale od czasu do czasu wyciągam gitarę i gram dla M. Bawimy się przy tym nieźle. Śpiewamy, improwizujemy.

Od jakiegoś czasu M. bierze zabawki i mówi, że gra na gitarze. Spodobało jej się chyba. A nawet na pewno, bo kilka dni temu zapytała nas czy kupimy jej gitarę… Prawdziwą! Ale malutką żeby mogła na niej grać.

Powiedzieliśmy, że musi narysować list do Mikołaja, to może jej przyniesie na prezent. Ucieszyła się. Zaczęła krzyczeć hurra! I w podskokach poleciała szukać kartki i ołówka. Narysowała i zapytała czy teraz na pewno dostanie tą gitarę. Słowo się rzekło, więc… Szukamy gitary.

Po dwóch dniach poszukiwań mamy wstępne typy. Ale może ktoś z Was mógłby coś jeszcze podpowiedzieć? Może macie jakąś wartą polecenia gitarę?

Musi być drewniana, 6-strunowa, z naturalnym dźwiękiem i możliwością strojenia. Jeśli przy tym wszystkim będzie „słodko-śliczna” ze zdobieniami dla dziecka – nie zaszkodzi 🙂

Jednym słowem nie może to być elektroniczna zabawka, bo chcemy żeby M. uczyła się grać na gitarze, a nie bawiła się nią tylko. 

 

sevi-gitara-drewniana-pastelowe-zwierzaki

0

Trzyletnie dziecko nad morzem

O tym, że byliśmy nad morzem na wakacjach już wiecie. Czas na krótkie podsumowanie 🙂

Z racji tego, że pogoda była jak w tropikach, czas spędzaliśmy głównie na plaży. Pogoda to nie jedyny powód. Drugim powodem była M., dla której morze i plaża okazały się (na szczęście) większą atrakcją niż dmuchańce za 15 zł/5 minut i inne atrakcje na mieście.

Mimo to w ciągu tych dwóch tygodni postaraliśmy się też inne atrakcje. Byliśmy we Władysławowie – tak, tak. Tym przeludnionym Władysławowie, które mama M. odwiedza od dziecięcych lat. Razem byliśmy tam kilka razy i mamy odmienne zdanie na temat tego kurortu niż to, co piszą w mediach i na forach.

Zatrzymaliśmy się w Willi Vista. Bardzo polecamy ze względu na warunki i miejscówkę. Może nie jest to nocleg nad samym morzem, ale na plażę idzie się spacerkiem dobrym dojściem, a co najważniejsze w czasie odpoczynku w pokoju jest spokój zarówno w dzień jak i w nocy.

Plusem jest też plaża. Z naszej miejscówki na plażę w centrum jest daleko. Bliżej jest na plażę staromiejską, czyli tą na początku Półwyspu Helskiego. Dlaczego jest to plus? Bo jest tam znacznie mniej ludzi i jest spokojniej, bo jest to zwykła, dzika plaża. Nie ma tam placów zabaw, dmuchawców, straganów na plaży czy restauracji. Morze, piasek i muszelki. Do tego jedno stanowisko WOPR. I to wszystko. Od czasu do czasu przechodzi plażowy handlarz z lodami, drożdżówkami i mrożoną kawą. Na plażę centralną chodzimy tylko wieczorem. Plusem tej plaży jest to, że można na nią pójść na spacer z wózkiem, bo na całej długości jest wygodny deptak. W jednym miejscu poprowadzony nawet do samego morza. Kolejnym plusem jest to, że jak rodzice chcą chwilę posiedzieć spokojnie to na tej plaży są place zabaw, gdzie dzieci same sobą się zajmują. Nie polecamy ich zostawiać tam samych sobie, ale w czasie zabawy dziecka można np. usiąść na leżaku albo podeście czy schodach i mając je na oku, po prostu odpocząć 🙂 Ale to tylko wieczorem.

SPACERY

Gdybyście się wybierali do Władysławowa i zastanawiali się jak spędzić tam czas z trzylatkiem to polecamy Wam spacer z wózkiem lub bez. Plażą na Rozewie albo przez ośrodek Cetniewo, a później wygodnym chodnikiem wzdłuż drogi na Jastrzębią Górę do Chłapowa. W Chłapowie warto zejść do Wąwozu Chłapowskiego (wózek daje radę). Radzimy wybrać ścieżkę po lewej stronie drogi, a nie skrót po prawej. Po pierwsze jest wygodniejsza i szersza, a po drugie na tej trasie macie dodatkową atrakcję, czyli tunel. W pewnym momencie w środku słonecznego dnia jest w nim tak ciemno, że przez chwilę nic nie widać. M. bardzo się podobało 🙂 Wąwozem wychodzi się na plażę i plażą można wrócić do Władysławowa. Albo przejść do wcześniejszego zejścia na plażę i wejść po schodach na klif, z którego rozpościera się piękna panorama na Bałtyk. Warto tam wejść!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Z Chłapowa możecie też ruszyć dalej, plażą w stronę Rozewia, a gdy dotrzecie na miejsce odwiedzić latarnię morską.

Jeśli o spacery lubicie spacery i PKP to polecamy wycieczkę do Helu. My byliśmy tam dwa razy. Planowaliśmy jeden raz, ale choć byliśmy już tam we wcześniejszych latach wielokrotnie, tym razem… Odkryliśmy RAJ! Zaraz wyjaśnimy o co chodzi.

Po pierwsze, jeśli wybieracie się do jakiejkolwiek miejscowości na Półwyspie Helskim w sezonie – nie warto wsiadać do auta. Serio. Nie opłaca się to ani czasowo ani ekonomicznie. Najlepiej dojechać pociągiem. Od rana do późnego wieczora kursują co chwilę pociągi. Bilet dla 3 osób w jedną stronę do Helu kosztował nas 14 zł i był ważny przez 3 godziny. Po drodze, więc możecie wysiąść np. w Juracie czy Jastarni i zobaczyć jak tam jest, a później kolejnym kursem kontynuować podróż do celu. Jeśli nie lubicie pociągów, możecie jechać autobusem lub busem, ale to w zasadzie… Wychodzi na to samo co podróż autem, czyli stanie w korkach.

Jest jeszcze jedno wyjście. Możecie pojechać tam też rowerami. Rowery możecie zabrać swoje albo na miejscu wypożyczyć. Wypożyczalni jest cała masa. Koszt wypożyczenia jednego roweru na cały dzień waha się między 35 a 50 zł. Najczęściej wołają 40 zł. Są też foteliki dla dzieci. Koszt taki sam jak roweru. Mieliśmy w planach taką wycieczkę, ale ze względu na upały – zrezygnowaliśmy. Pod koniec sierpnia naszą wycieczkę zrealizowali dziadkowie M. i bardzo polecają. Prawie cała trasa jest łatwa i przyjemna. Jest ścieżka rowerowa wzdłuż Zatoki Puckiej wśród dzikich róż. Ostatnie kilka kilometrów jedzie się górkami leśną ścieżką.

A co robić w Helu? Można iść do Fokarium – 5 zł/os. My byliśmy i M. wyszła pod wrażeniem stamtąd. Opiekunowie fok opowiadają o nich, karmią je, sprawdzają ich stan, a na koniec jest pokaz „tresury”, czyli zabawa np. z piłką. Na pamiątkę kupiliśmy małą, pluszową foczkę, z którą teraz M. śpi. Uwielbia ją 🙂

W Helu można też iść do portu. Pochodzić, popatrzeć. A jak ktoś lubi historię i militaria, to w lesie od strony morza jest masa bunkrów, schronów i innych powojennych pozostałości. Jeśli o plażę chodzi – można iść na mniejszą od strony zatoki albo większą po stronie morza. My polecamy tą drugą. Zwykle wchodziliśmy na nią wejściem od portu, a tym razem… Wybraliśmy inne wejście bezpośrednio z osiedla bloków. Wejście nr 64. Wchodzi się do lasu obok garaży i idzie się tym lasem jakieś… 3 km wygodną, szeroką ścieżką, która prowadzi na wąską plażę z białym piaskiem i ciągnącymi się długo w głąb morza mieliznami. To właśnie ten raj. Prawie w ogóle nie ma tu ludzi. Piasek jest biały. Można znaleźć tu morską trawę – świeżą jak i suchą. Morze jest przezroczyste, czyste, błękitne. Piękne! Idąc kawałek dalej wzdłuż brzegu morza zaczyna się szeroka, cudowna i prawie pusta plaża. Przeszliśmy nią kawałek i postanowiliśmy zostać na trochę skorzystać z jej uroków (kilka dni później wróciliśmy na nią stęsknieni za pięknem i spokojem panującym tu). A później ruszyliśmy dalej na sam początek Cypla, czyli początek Polski. Można tam dotrzeć też idąc z portu lub miasta prosto na plażę i wchodząc na drewnianą promenadę nad wydmami. Atrakcją w tym miejscu może być spotkanie z jeleniem – my mieliśmy taką przyjemność 🙂 Kolejną atrakcją naturalną jest miejsce, gdzie spotykają się wody morza z zatoką, które falują w dwie strony. Fantastycznie to wygląda!

38287629_1924643770934922_7672954710617227264_o.jpg

A jak zgłodniejecie to… Polecamy Wam obiad w Barze pod Brzózką – ul. Wiejska 53. Mają pyszne zupy, mielone z dorsza i gigantyczne schabowe. Obiady jak u mamy w dobrych cenach. Z kolei jak będziecie mieć czas przed powrotem, po drodze na dworzec PKP możecie wstąpić na ciekawy i spory plac zabaw w parku obok Polo Marketu 🙂

SZTORM I WIATR

Przez całe nasze wakacje nad morzem było prawie bezwietrznie. Morze wyglądało prawie jak jezioro… Ciche, spokojne. Mieliśmy tylko dwa dni sztormowe. Ciepłe, ale wietrzne. I w takie dni proponujemy Wam wycieczkę do Chałup. Pociągiem, rowerem, spacerem. Zależy jaka jest Wasza kondycja i ile macie czasu. Koniecznie idźcie nad zatokę, aby zobaczyć niezwykłe widowisko za sprawą windsurferów. Wyglądają jak kolorowe ptaki na niebie, a w tle widać swarzewskie wiatraki. Cudownie tam jest. Małe miasteczko, z promenadą wzdłuż zatoki, z fantastycznymi widokami i małym portem oraz molo na zatoce.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Będąc tam warto przejść na drugą stronę i wejść na plażę nadmorską. My trafiliśmy na wejście przy którym stoją dwie, białe ławeczki na plaży. Byliśmy tam akurat kiedy słońce zachodziło i było bardzo romantycznie. I wietrznie 😉

Co jeszcze? Polecamy Wam tam tajskie lody 🙂 Są pyszne i tańsze niż we Władku, czyli 10 zł/duża porcja bez ograniczeń w dodatkach. Dostaniecie je w budce przy głównej drodze.

40436300_240747453449391_3882303535370469376_n.jpg

REJSY I INNE ATRAKCJE

A co można robić po plaży we Władysławowie? Atrakcji tu nie brakuje. Co możemy polecić? Rejs statkiem na zachód słońca. Zdecydowanie! Koszt 40 zł za osobę. Dzieci do 4 lat nie płacą. Warto wydać te pieniądze, bo z plaży we Władysławowie zachody są piękne, ale nie widać słońca wpadającego do morza. W czasie rejsu można ten moment obserwować. Do tego szum morza, bujanie na falach, chłód morskiego powietrza… Nie żałujemy ani jednej złotówki wydanej na ten rejs, w rocznicę naszego ślubu 🙂

38071847_1918348338231132_2485388271572484096_o.jpg

Warto wybrać się też do Domu Rybaka na taras widokowy. Dzieci do lat 4 wchodzą za darmo. Dorośli płacą 9,50 zł. Bilet ulgowy kosztuje 7 zł. My byliśmy już tam wcześniej, więc wiedzieliśmy czego się tam spodziewać, ale M. była pierwszy raz i była mocno podekscytowana. Cały czas krzyczała z radości widząc kolejne punkty, obiekty i miejsca. Dlatego polecamy wybrać się tam już po kilku dniach pobytu i rozpoznania terenu 🙂 Taras pozwala nam rozejrzeć się na wszystkie strony. Widać Władysławowo, Rozewie, Półwysep, Puck i Trójmiasto. Można zobaczyć wszystko z bliska dzięki lornetkom. I tu niespodzianka! Nie trzeba za nie płacić! A warto przez nie zajrzeć…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kolejne miejsce, którego nie możecie ominąć, to port! Pełno tam kutrów, łodzi i statków turystycznych. Uwielbiamy to miejsce! Byliśmy tam codziennie. Właściwie to tam kończyliśmy prawie każdy nasz spacer. Prawie każdy, bo niektóre tam zaczynaliśmy 🙂 Na terenie portu jest też możliwość skakania na bungee. To atrakcja nie tylko dla skaczących, ale i obserwujących. M. zawsze dopingowała tych, którzy byli na górze i niecierpliwie czekała czy skoczą. A! No i jeszcze jedna rzecz! Właściwie dwie. Po pierwsze w porcie zjedzie pyszne i nieco tańsze niż w mieście gofry z bitą  śmietaną i owocami – 11 zł. Po drugie – działają tu dwie restauracje, w których zjecie rybę prosto z kutra. Dosłownie. Wieczorami trudno znaleźć wolny stolik.

Będąc we Władysławowie warto zajrzeć na stronę urzędu miejskiego w zakładkę imprezy albo rozejrzeć się za plakatami, bo praktycznie codziennie się coś dzieje. My byliśmy na plenerowym koncercie KULTu i Enej. Było też kino na leżakach.

Dla dzieci atrakcji też nie brakuje. Są wesołe miasteczka, Sowiński Park, wypożyczalnie gokartów, dmuchańce, gry, place zabaw, Ocean Park itp. itd. Koło Sowińskiego codziennie przechodziliśmy, ale nigdy nie weszliśmy do środka. M. jest jeszcze za mała. Do Ocean Parku nie poszliśmy, bo byliśmy kilka lat temu na otwarciu i nie zrobił na nas wrażenia. Na placu zabaw bywaliśmy regularnie. Wesołe miasteczka i dmuchańce za 10-15 zł to dla nas gruba przesada, więc woleliśmy zabrać M. na lody albo watę cukrową zamiast tego. Z tych wszystkich atrakcji miała godzinę jazdy na gokarcie za 12 zł! Bardzo jej się podobało. Była też w punkcie z grami dwa razy i zrobiliśmy jej kolorowego warkoczyka przed samym wyjazdem, który nosi do dzisiaj 🙂 Podobno można nosić go do dwóch miesięcy.

POWRÓT

Zwykle będąc we Władysławowie jeden dzień spędzamy w Trójmieście, ale tym razem… Szkoda nam było pogody na wyjazd do Trójmiasta. Planowaliśmy też wydmy w Łebie, ale pogoda nam na to nie pozwoliła, bo było zbyt upalnie! Do Łeby wrócimy za rok, a z Trójmiasta wybraliśmy Gdańsk i zatrzymaliśmy się tam w drodze do domu.

Pospacerowaliśmy po uliczkach wypełnionych straganami Jarmarku Dominikańskiego, przywitaliśmy się z „Neptunem”, zjedliśmy lody, schlapaliśmy się w fontannie czterech kwartałów, ponownie zakochaliśmy się w ul. Piwnej i tu zatrzymaliśmy się na pyszną szarlotkę z lodami waniliowymi i bitą śmietaną, mrożoną kawę z bitą śmietaną i lodami, a dla M. zamówiliśmy kawę zbożową z babycino.

Zrobiliśmy masę zdjęć, a na koniec zjedliśmy obiad w „Neptunie”. Polecamy – dobre jedzenie, w dobrej cenie zaraz przy wejściu na starówkę.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

0

Idziemy do przedszkola!

Tak… M. w czerwcu pożegnała się ze żłobkiem. Na pożegnanie rozdała dzieciom swoje figurki z postaciami z bajek i cukierki. Żeby ją miło dzieci wspominały 🙂

Teraz rozpoczyna karierę przedszkolaka. Jesteśmy właśnie po dwóch spotkaniach adaptacyjnych i wydaje się, że będzie fantastycznie! Mamy bardzo miłe panie opiekunki. W grupie z M. jest koleżanka ze żłobka, a jedna z mam jest byłą opiekunką M. 🙂

Z przedszkolem oswajamy się od… Kwietnia. Jak tylko dostaliśmy informację, że została przyjęta zaczęliśmy jej mówić, że teraz jest już większa i pójdzie do przedszkola. Będzie mieć nowe panie opiekunki, nowe koleżanki i kolegów. Na początku nie chciała o tym słyszeć, ale dość szybko z dumą zaczęła mówić, że jak wróci znad morza i skończy się lato, pójdzie do dużego przedszkola, bo jest już dużą dziewczyną 🙂

Wakacje spędziła w domu i na wycieczkach z nami lub dziadkami na zmianę. Była też kilka dni sama u dziadków. Ale cały czas przypominaliśmy jej, że we wrześniu idzie do przedszkola. Od czasu do czasu chodziliśmy pokazywać jej to przedszkole i drogę do niego. Zaprowadzała tam w końcu sama dziadków.

Po pierwszym dniu adaptacyjnym dostaliśmy listę wyprawkową, więc poszliśmy na zakupy. M. sama wybrała sobie worek na buty, strój do gimnastyki, szczoteczkę do zębów. I z dumą nosiła je samodzielnie nie oddając nikomu ani na chwilę.

Czekamy jeszcze na jedną ważną rzecz – zamówione naklejki „imienniki”. Stwierdziliśmy, że nie będziemy niszczyć markerem śpiworka, pościeli, ubrań ani butów. Zamówiliśmy więc naklejki z imieniem i nazwiskiem, które będziemy naklejać na to, co może jeszcze kiedyś komuś się przydać zamiast bawić się w wyszywanie lub pisanie markerem. Polecamy to rozwiązanie. Za 100 sztuk naklejek zapłaciliśmy nieco ponad 20 zł z przesyłką.

Mamy nadzieję, że szybko odnajdzie się w nowym towarzystwie, w którym zdecydowanie przeważają chłopcy… Ale  w sumie to dobrze, bo w żłobku, głównie z chłopcami się kolegowała. Bawiła się z nimi samochodzikami i grała w piłkę. Nadal to lubi, więc powinno jej to towarzystwo pasować.

A jak to jest u Was? Wasze dzieci miały długie wakacje? Jak powroty do przedszkola?

20643499_1524847217581248_8954791411980047157_o.jpg

0

Walczymy o konkurs

Konkursowe mamy i tatusiowie! Gotowi do trzymania kciuków?

To zaciskajcie!

Mija termin zgłoszeń do następnej edycji programu Blogosfera Canpol Babies. Oczywiście zgłaszamy się już za chwilę, bo w tej edycji do wygrania są dwa praktyczne zestawy dla Waszych dzieciaków.

bcp.jpg

Kto chciałby jeden z nich?

Trzymajcie kciuki i czekajcie na informacje czy to właśnie u nas Blogosfera Canpola zorganizuje konkurs. Mamy nadzieję, że tak 🙂

logo1

0

Morze może być niebezpieczne

Od kilku dni cała Polska żyje historią 5-osobowej rodziny, która w ciągu kilku chwil straciła ponad połowę swoich członków. Dzieci. Troje z czwórki rodzeństwa.

Internet podzielił się na dwie grupy. Jedni współczują, drudzy – hejtują. Czyli wszystko w normie. A co my na to?

Dopiero co wróciliśmy znad morza. Sinicy nie mieliśmy, więc nie przejmowaliśmy się tym, ale było kilka takich sytuacji kiedy na sąsiadującej z nami plaży strzeżonej pojawiała się czerwona flaga. Czym ona w ogóle jest? Aktualnie ratownicy WOPR stosują tylko dwa kolory flag. Biała – można się kąpać. Czerwona – bezwzględnie nie można.

Powodów zakazu może być wiele. Może być piękna pogoda, upał i spokojne morze, a zakaz będzie obowiązywać ze względu na zanieczyszczenie wody np. przez sinice. Ale są też inne bakterie i zanieczyszczenia np. chemiczne.

Dlaczego jeszcze? Może być ciepło, słonecznie, ale pojawi się zimny prąd, który spowoduje, że temperatura wody  będzie tak niska, że w porównaniu z temperaturą powietrza, może stwarzać zagrożenie. My jako plażowicze tego nie widzimy – po to ratownicy wywieszają flagi.

No i powód, który widać gołym okiem to wysokie fale i prądy wsteczne. Przyczyna utonięcia rodzeństwa w Darłowie. Ludzie obwiniają mamę dzieci za to, że zostawiła je same w wodzie. Czy słusznie?

Nie.

Dlaczego?

To były duże dzieci i mogły się same bawić w wodzie przy brzegu. ALE! Po pierwsze w tym miejscu nie powinny tego robić ze względu na niebezpieczny punkt, w którym już dochodziło do utonięć i obowiązuje tam całoroczny zakaz kąpieli. Po drugie, w chwili kiedy dzieci były w morzu na stanowisku ratowników była czerwona flaga. To drugi powód, by nie wchodzić do wody.

Gdyby mama z tymi dziećmi była w wodzie to jaki byłby efekt? Czwarta ofiara. Kobieta nie uratowałaby trójki dzieci porwanych przez falę i wciąganych przez prąd wsteczny. Nie ma takiej opcji.

Czyli nie zrobiła nic złego? Jeśli wierzyć relacjom, a te mówią, że mama bawiła się z dziećmi w wodzie to… Jej największym błędem było wejście z dziećmi do wody. W tym miejscu. W tej chwili. Nie powinna do tego dopuścić.

My oczywiście współczujemy tej kobiecie. Musi przeżywać najgorsze chwile w swoim życiu, ale mogła temu zapobiec. Jak? Bardzo łatwo.

Jak już wspomnieliśmy, wróciliśmy niedawno znad morza. Nasza M. ma 3 lata. Kiedy pierwszy raz wchodziliśmy na plażę pokazaliśmy jej stanowisko ratowników i flagę. Powiedzieliśmy, że jak flaga jest biała to możemy chodzić do wody, a jak czerwona, to nie, bo to niebezpieczne. Wystarczyło. Każdego dnia wchodząc na plażę M. pierwsza szukała flagi. Jak była biała to w podskokach biegła w stronę wody, a jak czerwona to mówiła: „dzisiaj czerwona. Nie będzie kąpieli w morzu. Dobrze, że mam wiaderko”. I bawiła się w piasku albo robiliśmy jej basen przy brzegu. Jeśli 3-letnie dziecko jest w stanie zrozumieć to, to dlaczego nastolatki i dorośli nie potrafią?

Jeśli należycie do tych, którzy uważają, że ratownicy wieszają czerwoną flagę, bo im się nie chce pracować, a zakazy są po to, aby je łamać, to radzimy zmienić tok myślenia. Zwłaszcza nad morzem, bo o tragedię jest bardzo łatwo bez względu na to czy na morzu panuje sztorm czy jest piękna pogoda.

Ale stosowanie się do ostrzeżeń to jeszcze nie wszystko co możemy zrobić. Jest jeszcze coś. Obok dziecka zawsze powinien być rodzić. Nie kawałek dalej na kocu czy leżaku tylko OBOK. Dosłownie na wyciągnięcie dłoni. Jest prosta zasada. Kiedy jeden rodzic odpoczywa – drugi dziecka pilnuje. To najlepsza gwarancja spokojnego i bezpiecznego odpoczynku nad morzem.

21171106_1544001295665840_533771142_o

0

„Kobietą być”!

Kiedy byliśmy na wakacjach dotarła do mnie książka Elizy Żywickiej pt. „Kobietą być”. Napisana w ciekawej konwencji, bo jest zapisem osobistych doświadczeń autorki według ról, jakie pełni w życiu od urodzenia po dziś dzień. Wspomnienia przeplatane są tekstami piosenek oraz lekcjami z życia, które można traktować jako wskazówki dla siebie. Pod koniec każdego rozdziału są też ćwiczenia, które pomagają czytelniczce odpowiedzieć na ważne pytania dotyczące jej życia. To tak w skrócie, a teraz będzie nieco… Głębiej i dłużej.

Zaczęłam czytać tą książkę zaraz po tym jak po przepakowaniu walizek po wakacjach nad morzem, trafiliśmy do mojego rodzinnego domu, gdzie spędziliśmy resztę urlopu.

39090064_1941951109204188_1878001074678267904_o.jpg

Wyszłam wieczorem na balkon. Lekko padał deszcz, a oprócz książki towarzyszył mi kubek ciepłych jeszcze ziół i lekki koc. Powietrze było takie świeże i lekkie. Miła odmiana po wielodniowych upałach, których miałam już dość. Lektura pierwszej książki Elizy wciągnęła mnie od pierwszej strony. Robiłam krótkie przerwy co jakiś czas, by przemyśleć treść patrząc na powalone w czasie burzy stare, potężne drzewo za blokiem. Idealnie wpisało się ono w tematykę pierwszego rozdziału: „Córką być”. To rozdział dla każdej z nas, bo każda z nas jest lub była córką. Mowa tu o tym jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na resztę życia i jak łatwo popełnić nieodwracalne błędy. Autorka opowiada o ojcu i jego stracie oraz o matce, zniszczeniu relacji z nią, jej chorobie i śmierci… A także o żalu, że relacji z mamą nie zdążyła naprawić. Wzruszający rozdział dający do myślenia zabieganym „dorosłym dzieciom”, które zapominają o tym, że poza fascynacjami, pracą i karierą też jest życie…

„Dzień Matki – mogę pójść z kwiatami na cmentarz, mogę opowiedzieć jej, jakie ma wspaniałe wnuczki, mogę sobie z nią porozmawiać – w formie monologu – czy pożalić się. Niestety mama mnie nie przytuli, a tego brakuje mi najbardziej.

Dzień Ojca – mogę pójść z kwiatami na cmentarz – tyle mi pozostało”

Czytając ten fragment podsumowujący samotność dorosłego dziecka, płakałam. Wyobrażając sobie uczucie pustki, którego ja nie chciałabym jeszcze długo doświadczyć.

W drugim rozdziale autorka opisuje swoją relację z siostrą: „Pomimo, że sama nie wybrałam sobie takiej roli, to ogromnie się z niej cieszę. Nie lubiłam być jedynaczką, jestem bardzo wdzięczna, że mam siostrę”. Potraktowałam ten rozdział bardzo osobiście jako siostra i jako mama. Dlaczego? Też mam młodszą siostrę, a bez niej byłabym jedynaczką. A jako mama … Coraz bardziej zastanawiam się nad rodzeństwem dla mojej M.

Kolejne rozdziały to następne role życiowe Elizy. Pisze w nich o roli pracownika, przedsiębiorcy, żony… W rozdziale „Żoną być” można znaleźć wiele wartościowych lekcji, które mogą pomóc w ratowaniu małżeństwa, rodziny jak również pogodzeniu się z rozstaniem: „To, że zostajesz  żoną, nie znaczy, że jest to stan nieodwracalny. Nad związkiem należy nieustannie pracować, jeśli tego nie zrobisz, prędzej czy później po prostu rozpadnie się z wielu różnych powodów (…) Nie można odkładać rodziny na później (…) Miłość nie zaczeka, równie szybko jak się zaczyna, może się zakończyć”. I jeszcze jedna ważna lekcja: „Żadne wyjazdy, wakacje ani inne atrakcje nie zastąpią rozmowy (…) Jest to jeden z najważniejszych elementów udanego związku”. Pamiętajmy o tym.

Kiedy byłam przy rozdziale „Kochanką być”, mama przyniosła mi na talerzu słodkie grzanki przygotowane z bułki maczanej w mleku i usmażone na maśle. Do tego domowej roboty dżem z owoców z działki dziadka. Przysmak z dzieciństwa. Jedząc je z nieukrywaną radością i przyjemnością, nie martwiąc się kaloriami; pochłaniałam najbardziej kontrowersyjny rozdział tej książki. Przewijając kolejną stronę zastanawiałam się jak skończy się ta historia. A odnalazłam w niej również odniesienia do własnych doświadczeń np. wycieczkę promem z Gdyni do Karlskrony 🙂 Trzeba powiedzieć, że jest to najdłuższy rozdział. Napisany w formie pamiętnika, którego treść cały czas trzyma w napięciu. Nie kończy się niestety jak bajka. Autorka przyznaje, że „związek z żonatym mężczyzną to niszczący układ (…) Nigdy nie zbudujesz swojego szczęścia na krzywdzie innego człowieka”.

Kolejny rozdział – „Przyjaciółką być” – czytałam w czasie farbowania włosów razem z moją mamą, siostrą i córką. Czyli z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Przeczytamy tu wiele słów o przyjaźniach Elizy, ale także opinię przyjaciółek autorki na jej temat. Są cztery zdania Elizy, które są idealnym podsumowaniem tematu przyjaźni: „Najważniejsze jednak dla mnie w przyjaźni jest to, by była w niej równowaga. Aby obu stronom jednakowo na niej zależało i aby obie strony były szczere względem siebie (…) Jeśli chcesz mieć wspaniałych przyjaciół – sama bądź wspaniałą przyjaciółką. Prawdą jest, że co dasz, to otrzymasz”.

Dalej Eliza pisze o tym jak to jest „Mamą być” i przyznaje, że to jej najlepsza życiowa rola. Autorka ma dwie córki: 15-letnią Julię i 4-letnią Ewę. To krótki rozdział, w którym można znaleźć pełne treści zdania. „Tak łatwo obcym ludziom jest nas, matki, oceniać. A ja chcę mieć też trochę czasu dla siebie, chcę także pożyć, wyjść czasem z domu, kobietą być, nie tylko matką”. Ważne i odważne. Eliza – mam dokładnie tak samo i dbam o to by być nie tylko mamą 🙂

W ostatnich rozdziałach autorka pisze o tym jak to jest „Superkobietą być” i  w końcu „Sobą być”. Czytałam je w podróży. To prezent dla nas – czytelniczek. Spora dawka motywacji. Znajdziemy tu wiele słów, które dają wiarę w sens walki o marzenia. Moje motto od Elizy? „Dam radę, bo mogę”.

Podróż pociągiem życia Eliza kończy ważnym apelem: „Sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Róbmy tak, że kiedy nadejdzie chwila wysiadania, niech na naszym pustym miejscu pozostaną tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, którzy kontynuują podróż”. No i popłakałam się kolejny raz.

0

Wyniki konkursu!

Wróciliśmy z wakacji i w końcu mamy wyniki naszego konkursu.

Dostaliśmy od Was ponad 60! zdjęć Waszych słodkich, śpiących maluszków. Wybór nie był łatwy – to oczywiste… Pomogła nam nasza córka. I w ten sposób wybraliśmy zdjęcie maluszka z naturalną „pozytywką”, czyli kotem siedzącym na wózku.

niemowle_i_kot_2.JPG

Gratulujemy!

Przypominamy, że konkurs został zorganizowany dzięki współpracy z Blogosferą Canpol Babies.

logo1

A do wygrania byłą fantastyczna pozytywka:

36281522_954608111381385_9091933706746068992_o

0

Dziecko bezpieczne na plaży

Wybieramy się nad morze. Nasze, polskie, piękne morze 🙂 Tak, my tak na serio. Uwielbiamy je i z radością tam wracamy każdego roku.

Do tej pory wyjeżdżając z M. nad morze nie mieliśmy większego problemu. Kiedy byliśmy nad morzem z nią pierwszy raz – sama jeszcze nie chodziła. Rok temu – chodziła i owszem, ale po pierwsze byliśmy w miejscu, gdzie na plaży nie ma wielkich tłumów, a po drugie bez nas nigdzie się nie ruszała. A teraz… Teraz to trochę inna bajka, bo jedziemy w miejsce bardzo popularne i oblegane. Co prawda planujemy chodzić na plażę, gdzie mniej ludzi przychodzi, bo jest dalej od centrum, ale i tak jest tam gęsto. A po drugie… Teraz M. lubi być „samodzielna” i buntować się. Dlatego zanim pojedziemy i zajmiemy miejsce na plażę postanowiliśmy się przygotować.

Znaleźliśmy kilka rad jak zadbać o bezpieczeństwo dziecka na plaży i chcemy się nimi z Wami podzielić, bo może Wam też się przydadzą. Podobno każdego dnia na polskich plażach ginie mnóstwo dzieci. W samym Sopocie jest to kilkanaście zgłoszeń dziennie. Na szczęście 90 proc. z nich szybko odnajduje się.

Najważniejsze jest to żeby nie spuszczać dziecka z oczu. Nie musimy chodzić z nim krok w krok, ale niech bawi się w zasięgu naszych oczu. W czasie opieki nad dzieckiem na plaży warto skupić uwagę na nim zamiast czytać książkę, serfować w Internecie czy przeglądać gazetę. Dlaczego? Tylko wtedy mamy pewność, że dziecko nagle nam nie zniknie, a nawet jeśli to będziemy wiedzieć czy poszło gdzieś czy może wpadło pod wodę… A to ważne.

Co jeszcze zrobić? Jeszcze przed wyjazdem na wakacje, wyjściem na plażę upewnijmy się, że dziecko wie jak się nazywa i gdzie mieszka. Starsze dziecko najlepiej nauczyć numeru telefonu do jednego z rodziców. Dobrym pomysłem jest kupienie charakterystycznej czapeczki, którą dostrzeżemy nasze dziecko w tłumie. Dobrą inwestycją będzie też opaska na imię, nazwisko i numer telefonu. Można ją kupić lub dostać od ratownika WOPR. Informacje te można też napisać na ręce dziecka i zabezpieczyć bezbarwnym lakierem. Większych nakładów pieniężnych wymaga kupno bransoletki lub breloczka z lokalizatorem GPS. Przyda się nie tylko na plaży.

Będąc już na plaży obowiązkowo pokazujemy dziecku jak wygląda punkt ratowników WOPR i jak rozpoznać ratownika. Może to być też inny punkt, do którego może udać się dziecko jeśli się zgubi, aby poprosić o pomoc. Zwróćmy też uwagę dziecku na to, aby prosiło o pomoc w znalezieniu rodziców tylko zaufanych ludzi np. mamę z dzieckiem, policjanta, ratownika.

Zaraz po wejściu na plażę każdego dnia warto zrobić dziecku zdjęcie. Dzięki temu w razie zaginięcia będziemy mieć aktualne zdjęcie w ubraniu, stroju kąpielowym, a to ułatwi poszukiwania. Starszemu dziecku warto dać prosty telefon z zapisanym numerem do rodziców.

Rodzicom polecamy natomiast zapamiętać ważne numery alarmowe: 112, WOPR 601 100 100 i GOPR 601 100 300. W przypadku zaginięcia dziecka poza granicami Polski natychmiast skontaktuj się z organizacją pozarządową, która prowadzi poszukiwania zaginionych dzieci. W większości krajów UE wystarczy zadzwonić z dowolnego telefonu stacjonarnego lub komórkowego na bezpłatny numer 116 000 (przed wyjazdem się upewnij, jaki to numer). W Polsce numer ten jest obsługiwany przez fundację ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych. Jeśli widzisz błąkające się dziecko, nie bądź obojętny i powiadom ratownika lub policję!

21171106_1544001295665840_533771142_o

 

 

0

Czosnkowy prezent

Ostatnio kulinarnie u nas było, więc kontynuujemy ten wątek 🙂

A jest ku temu powód. Dostaliśmy kolejną paczkę od Winiar, a w niej…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Taka niespodzianka. Przedstawiamy Wam nasz nowy nabytek i totalną nowość w naszej kuchni, bo do tej pory nie stosowaliśmy, nie używaliśmy go. A poniżej kilka słów na temat sosu, pod którymi podpisujemy się bez wahania!

36963543_1887993497933283_5183015410093522944_n